Rozdział 7.


Patrzyłam na Daniela i nie wiedziałam co on tutaj robi. Wczoraj był pierwszy dzień dni otwartych. Patrzył na nas z lekką złością ale widziałam także jego szok.
- Daniel? Co ty tutaj robisz? – potrząsnęłam głową i skrzyżowałam ręce.
- Źle skończyliśmy rozmowę, rano napisałem Ci wiadomość. Nie odpisałaś, więc zacząłem wysyłać Ci kolejne – spojrzał na Dylana.
Stał on obok mnie i widziałam, że nie wie co ma zrobić.
- Nie widziałam ich – szybko odpowiedziałam.
- Już wiem dlaczego – ciągle patrzył na chłopaka w skórzanej kurtce.
Poczułam się dziwnie, pewnie tak samo jak Dylan.
- Ale dlaczego przyjechałeś? – zrobiłam krok do przodu.
- Bałem się, że coś się stało.
- Susan spała gdy tutaj przyszedłem – Dylan się wtrącił i próbował ratować sytuację.
- Przyszedł dać mi prezent, a właściwie Camili – wskazałam ręką na psa leżącego w legowisku.
Daniel zmierzył chłodno wzrokiem Dylana i stał w milczeniu. Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Z całego zamieszania, aż zapomniałaś się ubrać – chłopak kiwnął głową w moją stronę.
Wtedy poczułam już zażenowanie.
- Przestań – zmierzyłam go spojrzeniem.
- Nieważne. Spadam – cofnął się i odwrócił.
- Daniel czekaj – podbiegłam do miejsca, w którym stał ale przekraczał już próg drzwi.
Zamknęłam oczy i dotknęłam ręką czoła. Nie wierzę po prostu w zachowanie Daniela. Traktuje mnie jak dziecko. Jakbym nie umiała sama o siebie zadbać. Co go to obchodzi, że nie zdążyłam się ubrać. Zachowuje się jakby był moim ojcem.
- Przepraszam – usłyszałam za plecami.
- To nie twoja wina – odwróciłam się.
- Zawsze taki jest?
- Nigdy taki nie był – zmartwiłam się – Usiądziesz? – wymusiłam uśmiech.
- Lepiej jak już pójdę – uśmiechnął się delikatnie, ale wyczułam, że się obwinia.
Nie nalegałam i odprowadziłam go do drzwi. Czekałam aż założy buty.
- Było mi miło. Dziękuję za miłą wizytę – uśmiechnął się i otworzył drzwi
Odwzajemniłam uśmiech i pomachałam mu na pożegnanie. Gdy przekroczył próg, wywróciłam oczami.
- Może spotkamy się jeszcze? – wybiegłam w kapciach na schody.
Chłopak odwrócił się i spojrzał na mnie dokładnie.
- Chętnie – zatrzymał się.
Od razu zrobiło mi się miło i starałam się powstrzymać uśmiech.
- Dasz mi swój numer? – wszedł na wyższy schodek.
Poczułam stres i niedowierzanie ale jednocześnie szczęście.
- Tak – pokiwałam głową i zaczęłam dyktować chłopakowi swój numer.
Zapisał go w telefonie, o którym długo marzę.
- Do zobaczenia – uśmiechnął się.
Odpowiedziałam tak samo i wróciłam do domu. Od razu poszłam po telefon. Zobaczyłam ,że mam ponad trzydzieści wiadomości od Daniela. Zeszłam na dół i usiadłam przy stole w kuchni. Gdy chciałam je przeczytać, poczułam wibracje. Wyświetliło się powiadomienie o wiadomości od nieznanego numeru. Od razu otworzyłam.
„Jutro o 16?”
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Gdy odpisywałam, że jak najbardziej mi pasuje, przyszła Camila. Zapisałam sobie jego numer i zaczęłam ją przytulać. Zrobiłam śniadanie i zabrałam je do salonu. Włączyłam telewizor i szukałam czegoś ciekawego. Podczas jedzenia, otworzyłam wiadomości Daniela. Pytał czy wszystko dobrze, czy nic mi nie jest. Nadal nie mogę zrozumieć po co aż przyjeżdżał z drugiego końca miasta i dlaczego zrobił problem o to, że mam gościa. Zaraz. Zaproponowałam spotkanie chłopakowi, który ma dziewczynę. Spojrzałam na Camilę i nim się obejrzałam, zaczęłam do niej mówić.
- Jestem idiotką. Co ja zrobiłam? – wstałam – Zapomniałam o tym. Ale on jest taki inny – kucnęłam przy niej – Naprawdę. Patrzy na mnie inaczej niż każdy dotychczasowy chłopak – głaszczę ją po łapie.
Myślałam o tym jeszcze długo. Doszłam do wniosku, że to będzie tylko przyjacielskie spotkanie, bo przecież to jest tylko przyjacielskie spotkanie. Byle do jutra. Zapewne palnę coś głupiego jak zawsze i będzie zabawnie. Szkoda, że nie dla mnie. Dochodziła godzina trzynasta. Szłam w stronę łazienki i usłyszałam dźwięk oraz wibracje wiadomości. Wyświetliła mi się grupa klasowa. Piszą, że za tydzień jest impreza z okazji zakończenia szkoły. Co rok szkoła je organizuje. Oczywiście nie mam z kim iść ani sukienki. Odłożyłam telefon i poszłam się ubrać. Wzięłam Camilę i wyszłam z nią na spacer. Do torebki schowałam chrupki, które uwielbiam, tak samo jak Cami. Czasem karmię ją podczas spaceru i uczę różnych rzeczy. Szłam tą samą drogą co zawsze. Obejmuje ona niestety ulicę Daniela. Szłam średnim tempem. Camila wyjątkowo ciągnęła i czasem zaczynała biec. Nagle zobaczyłam w oddali Daniela. Stał i mi się przyglądał. Nie zatrzymałam się i poszłam dalej. Byłam zła za jego zachowanie. Poszłam do parku, przeszłam całą okolicę myśląc o Dylanie. Zastanawiałam się w co się ubiorę. Przysiadłam na ławce przy drodze. Zauważyłam tą samą blondynkę co ostatnio, z którą był Dylan. Szła z małym, czarnym psem na rękach. Obserwowałam ją dokładnie i zobaczyłam Dylana we własnej osobie. Śmiali się i przytulili. Zrobiło mi się automatycznie przykro. Wstałam i zdecydowałam się wrócić do domu. Po drodze wstąpiłam do marketu. Kupiłam chipsy, moje ulubione orzeszki w skorupce, kilka paczek kwaśnych żelków i obowiązkowo oreo. To moje ulubione ciastka. Camila czekała przed wejściem. Wróciłam do domu około godziny siedemnastej i zaczęłam jeść. Jestem chuda ale potrafię naprawdę dużo zjeść. Moją mamę to przeraża, tak samo jak Daniela, że jem więcej niż oni razem i w ogóle nie tyję. Ma to swoje dobre strony. Niedługo po moim powrocie wróciła mama. Siedziałam na kanapie gdy weszła do domu.
- Jak poszło? – krzyknęłam z salonu.
- Marnie – słyszałam jak się rozbiera.
- To znaczy?
- Na razie nic – ustała przy ścianie – Ale spróbujemy jeszcze – uśmiechnęła się.
- Na pewno coś znajdziecie – puściłam jej oczko.
- Daj trochę żelków – podeszła do mnie i wzięła garstkę – Widziałam Daniela jak wsiadał do taksówki. Nie powinien być na dniach otwartych? – brała kolejnego żelka do ust.
- Może po coś przyjechał – wymusiłam uśmiech, a w środku czułam złość.
- Nie mówił Ci nic?
- Nie – urwałam temat.
Nie chcę opowiadać mamie o całej sytuacji. Nie chcę aby cokolwiek wiedziała na razie. Do godziny dwudziestej siedziałam w pokoju z Camilą i robiłam jej małe kiteczki, które od razu uwieczniałam na zdjęciu. Niestety jest to pies, który nie patrzy czy coś zniszczy tylko od razu wierci się, turla, skacze byleby tylko zdjąć tą gumkę. Trochę się z nią pobawiłam i czytałam co piszą o imprezie. Do przyszłej soboty muszę znaleźć sukienkę, fryzurę, makijaż, buty i partnera. Czyli mam na to siedem dni. Włączyłam laptopa i zaczęłam szukać sukienek. Nie wiedziałam, czy chciałam krótką czy długą. Finalnie stwierdziłam, że nie będę zamawiać przez Internet tylko pójdę na zakupy. Możliwe, że moje czterdzieści dolarów z kieszonkowego starczy na sukienkę. Zaczęłam więc szukać inspiracji na fryzurę. Poszłam bardziej w stronę upięć. Zleciała kolejna godzina, a ja zaczynałam już ziewać, więc poszłam spać. Następnego dnia obudziłam się po ósmej. Założyłam szlafrok i wypuściłam Camilę na dwór.
- Susan, śniadanie – mama zawołała z kuchni.
- Hej – weszłam do kuchni.
- Z boczkiem czy kiełbaską? – zapytała, nakładając mi jajecznicę na talerz.
- Boczek – nalałam herbaty do szklanek.
Podała jedzenie do stołu i usiadła obok mnie. Jadłyśmy wspólnie pyszną jajecznicę, a obok nas Camila, którą zdążyłam wpuścić do domu, zajadała swoją karmę.
- Wychodzę o szesnastej – zerknęłam na kobietę.
- Okej, a gdzie? – brała kromkę chleba z koszyczka.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nie umiałam ubrać tego odpowiednio w słowa. Chwilę się zawahałam.
- Z Dylanem – spuściłam wzrok.
- Kto to?
- Chłopak, o którego pokłóciłam się z Danielem.
- Co mnie ominęło? – uśmiechnęła się.
- Był tutaj wczoraj i przyniósł mi poduszki, które były do zestawu do tego legowiska – mówiłam to wszystko w wielkim stresie, bo nie chcę być o nic wypytywana.
- No widziałam je właśnie. Bardzo ładne – dziabała jajecznicę – Randka?
- Co? Nie – pokręciłam przecząco głową.
- A co?
- On ma dziewczynę. Zapytałam o spotkanie zapominając o tym fakcie. To będzie po prostu zwykłe spotkanie – tłumaczyłam i jadłam jednocześnie.
- Ty zaproponowałaś? – uniosła brew i zaśmiała się.
- Nagle mnie napadło i dosłownie wykrzyczałam czy się spotkamy – powiedziałam poirytowana.
Kobieta poprawiła swoje długie, kręcone włosy i związała je w koka.
- Wiesz, chłopak nie zawsze musi zapraszać. Równouprawnienie kochanie – wzruszyła ramionami.
Dokończyłyśmy śniadanie i wróciłam do pokoju. Założyłam wygodne spodenki i rozciągniętą koszulkę. Chciałam opowiedzieć Danielowi o moim wyjściu, o tym jak bardzo się cieszę z tego wyjścia. Nie mam innego przyjaciela czy przyjaciółki. Chciałabym opowiedzieć komuś o tym wszystkim, ale niestety zostałam z tym jak na razie sama. Nie wiedziałam przez dłuższy czas co ze sobą zrobić. Wszystko mnie nudziło po paru minutach. Trochę posiedziałam z Camilą i bawiłam się z nią. Posprzątałam w kuchni i czas jakoś zleciał. Dochodziła godzina piętnasta, więc zaczęłam się szykować. Było dzisiaj prawie trzydzieści stopni. W domu siedziałam prawie cały czas przy wiatraku. Upięłam wysoko koka. Nie chciałam robić z tego wyjścia wielkiej sprawy, więc pomalowałam się jak zwykle. Założyłam krótkie, białe spodenki, a do tego żółtą, wiązaną na szyi bluzkę. Chciałam być ubrana jak najbardziej na jasno i lekko, abym nie umierała potem z braku powietrza oraz z gorąca. Do tego białe trampki i malutki, czarny plecak. Nie chciałam wiele brać. Podczas pakowania rzeczy do plecaka, dostałam wiadomość. Dylan napisał, że jest już pod moim domem. Krzyknęłam mamie, że wychodzę, założyłam plecak na plecy, ostatni raz przejrzałam się w lutrze i złapałam za klamkę. Otworzyłam drzwi, a na schodach stał Dylan. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, uroczo się przy tym uśmiechając.
- Hej – odezwał się pierwszy.
Ubrany był w czarne, dopasowane spodnie przed kolano i bordową, gładką koszulkę. Do tego rzuciły mi się w oczy bordowe vansy. Nie wystawały mu długie, białe skarpetki, za co miał u mnie od razu plusa, ponieważ zawsze mnie to odstrasza.
- Hej – uśmiechnęłam się i zamknęłam za sobą drzwi.
- Gotowa?
- Tak – kiwnęłam głową i zaczęliśmy schodzić po schodach.
Gdy dochodziliśmy do furtki, przy czarnym samochodzie spostrzegłam blondynkę, która opierała się o niego. Zrobiło mi się gorąco i miałam kamienną minę.
- Muszę dostarczyć tą osobę w jedno miejsce – uśmiechnął się do niej, a ja próbowałam zachować spokój.
Wziął swoją dziewczynę na nasze spotkanie? Czułam się zażenowana, ale próbowałam pokazać, że wszystko jest dobrze. Wysoka dziewczyna uśmiechnęła się szeroko do niego.
- Nie masz nic przeciwko? – zwrócił się do mnie.
- Nie – pokręciłam przecząco głową z niezbyt szczerym uśmiechem.
- Grace – dziewczyna wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Susan – odwzajemniłam uścisk.
- Siadaj z przodu – usiadła na tylnym siedzeniu.
Bez słowa zajęłam miejsce pasażera. Właściwie całą drogę milczeliśmy, pomijając pojedyncze słowa Dylana skierowane do dziewczyny siedzącej za mną. Była naprawdę ładna. Ciągle myślałam o tym, że ją zabrał na nasze spotkanie, nawet jeśli tylko ją gdzieś podwozi. Po chwili skręcił na stację paliw. Gdy poszedł płacić, próbowałam przejrzeć się w telefonie.
- Gdzie Cię zabiera? – Grace nagle się odezwała.
- Nie mam pojęcia – wzruszyłam ramionami.
- Skąd się znacie? – złapała za moje siedzenie i przybliżyła się do mnie.
- Jego tata potrącił mojego psa i jakoś tak się złożyło, że przyszedł przekazać mi prezent w przeprosinach – odwróciłam się – A wy długo jesteście razem? – palnęłam.
- Kto? Ja i Dylan? – zaczęła się szeroko uśmiechać, a ja czułam się dziwnie – To mój kuzyn – zaczęła się śmiać.
Otworzyłam niekontrolowanie szeroko oczy i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zaczęło mi być bardzo głupio.
- Myślałam, że jesteście razem. Widziałam was parę razy i często się przytulaliście – powiedziałam zmieszana.
- Jesteśmy ze sobą blisko, to tyle – wzruszyła ramionami – Myślisz, że zaprosiłby Cię na randkę, gdyby był w związku? Dylan nie jest takim typem faceta – pokręciła głową.
- To nie randka – obejrzałam się za siebie i zauważyłam, że chłopak już wraca.
- Na razie – kiwnęła głową do góry i puściła mi oczko.
W tym samym momencie chłopak wsiadł do auta.
- Już – uruchomił silnik.
Zaczęliśmy jechać, a ja nie mogłam przestać się sama do siebie uśmiechać. Nie wiem nawet co to powodowało. Fakt, że nie są razem czy to, że to może być randka. Od razu zaczęłam na to wszystko inaczej patrzeć. Humor w momencie mi się poprawił. Po paru minutach zatrzymaliśmy się przy galerii.
- Dzięki. Miłej zabawy. Cześć Susan – dziewczyna wysiadła z samochodu i kiwnęła głową w moją stronę.
Pomachałam jej i jechaliśmy dalej.
- O czym rozmawiałyście? – Dylan zerknął na mnie z uśmiechem.
- Babskie sprawy – patrzyłam przed siebie.
- Ah, no tak – pokręcił głową i ciągle się uśmiechał.
Zerknęłam na niego i także się uśmiechnęłam. Patrzyłam na niego przez chwilę i szybko odwróciłam głowę. Obserwowałam widok za oknem.
- Gdzie jedziemy? – nie odrywałam wzroku od okna.
- Zobaczysz.
Zdziwiłam się, ale nic nie powiedziałam. Nagle usłyszałam w radiu moją ulubioną piosenkę.
- Kocham tą piosenkę – spojrzałam na radio.
Chłopak od razu zwiększył głośność, co było miłe. Dopiero się zaczynała, więc zaczęłam nucić tekst pod nosem i bujać głową. Czułam parę razy jego wzrok na sobie, ale starałam się udawać, że tego nie widzę.
- Co to za piosenka?
- „All I Need” Within Temptation – oparłam rękę o drzwi.
- Bardzo ładna.
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
- I możesz śpiewać głośniej – spojrzał się na mnie i uśmiechnął.
- Nie – pokręciłam głową – nie umiem i się wstydzę.
- No dobrze, ale przy mnie nie musisz się krępować.
- Zapamiętam – zaśmiałam się.
Gdy piosenka się skończyła, chwilę po tym dojechaliśmy do wielkiego placu. Wszędzie stały kolejki oraz diabelskie młyny.
- Jesteśmy – odpiął pasy i wysiadł z auta.
Byłam zapatrzona na widok za oknem. Szybko otworzył mi drzwi. Sama bym to zrobiła, ale chwilowo byłam daleko myślami. Wysiadłam i oczy mi się zaświeciły.
- Wesołe miasteczko? – uniosłam brew z uśmiechem.
- Mniej więcej. Wstęp jest bezpłatny – kiwnął głową w prawą stronę i zaczęliśmy iść.
Założyłam plecak na plecy, a telefon trzymałam w ręku. Przeszliśmy obok dwóch ogromnych balonów oraz kilku panów z ochrony. Na placu było mnóstwo osób. Wszędzie biegały dzieci, ludzie chodzili z balonami, zapiekankami i goframi. Piosenki puszczane przy różnych atrakcjach mieszały się, a w tle słychać było krzyki i piski osób, które jeździły kolejkami.
- Co pierwsze? – chłopak stanął przede mną i rozejrzał się.
- Nie mam pojęcia – także się rozejrzałam.
- Wybieraj pierwsza. Będziemy na zmianę wybierać.
- No to może tam – wskazałam na maszynę kręcącą się dookoła, gdzie ludzie siedzą w małych samolocikach.
Zgodziliśmy się wspólnie i zajęliśmy miejsca. Każdy siedział sam. Było to naprawdę fajne i uśmiałam się z innych ludzi. Wybieraliśmy na zmianę różne atrakcje. Cały czas śmialiśmy się z siebie nawzajem. Zjedliśmy gofry i chwilę odpoczywaliśmy.
- To teraz tam – wskazał na ogromną kolejkę górską, a ja zamarłam.
- Nie ma mowy – cofnęłam się i pokręciłam głową.
- Dlaczego?
- Mam lęk wysokości, a to ma ze sto metrów – patrzyłam na jadącą kolejkę.
- Oj chodź. Będzie fajnie – popchnął mnie i niechętnie zaczęłam iść.
Czekaliśmy w kolejce razem z innymi. Byłam cała zestresowana. Bardzo boję się wysokości, a trasa zaczyna się od zjazdu z najwyższego punktu. Co chwilę wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze. Zaczynał boleć mnie brzuch z nerwów.
- Wszystko dobrze? – Dylan spojrzał na mnie przejęty.
- Denerwuję się – wymusiłam uśmiech.
W tym samym momencie z kolejki wyszła grupa ludzi. Osoby stojące przed nami zaczynały wsiadać po dwie osoby do jednego wagonika. Byliśmy prawie na końcu. Brzuch zaczął mnie coraz bardziej boleć, a ręce zaczęły się pocić. Rozglądałam się na wszystkie strony. Dociskałam do siebie zabezpieczenie jak najmocniej.
- Oddychaj – Dylan spojrzał na mnie.
- Oddycham. Przecież nic się nie stanie.
- Najwyżej wypadniemy – kolejka ruszyła.
- Co? – wykrzyknęłam i spojrzałam na niego.
Patrzył przed siebie i nic nie odpowiedział. Serce zaczęło mi szybciej bić. Zaczęłam panikować, ale już nie było odwrotu. Mogłam tylko się modlić o przeżycie. Wjeżdżaliśmy coraz wyżej i z każdym kolejnym metrem było mi coraz słabiej. Po chwili byliśmy już na samym czubku kolejki. Spojrzałam w dół i wszystko było malutkie.
- To chyba był zły – kolejka zaczęła szybko jechać w dół, a ja automatycznie zaczęłam krzyczeć.
Nie zdążyłam dokończyć zdania. Buzia mi się nie zamykała od pisków. Dylan czasem krzyczał, ale w ten pozytywny sposób, a ja umierałam. Trzymałam się jak najmocniej i skupiałam się tylko na tym, aby nie wypaść. W pewnym momencie zaczęliśmy się zbliżać do zakrętu, co  efekcie da moment, kiedy będziemy do góry nogami. Zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej z przerażenia. Gdy nadszedł ten moment, kolejka zatrzymała się do góry nogami. Staliśmy tak przez chwilę, a ja widziałam tylko zwisające włosy dziewczyn. Ja miałam koka, więc mi to nie groziło.
- Dylan! – krzyknęłam i zacisnęłam oczy.
Kolejka ruszyła, a ja znowu zaczęłam krzyczeć. Cieszyło mnie to, że inni robią to samo, bo nie wyglądałam na idiotkę. Jechaliśmy jeszcze chwilę. Cały przejazd zajął niecałe pięć minut, a ja miałam wrażenie, że jeżdżę tak od godziny. Wyszłam z wagonu cała roztrzęsiona. Nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa i kręciło mi się w głowie.
- Żyjesz? – usłyszałam głos chłopaka.
- Nie wiem jeszcze – odpowiedziałam z lekkim sarkazmem, a on zaczął się śmiać.
- Może gdzieś usiądziemy.
- Dobry pomysł – poszłam za nim.
Doszliśmy do budek z jedzeniem i zajęliśmy miejsce pod ogromnym, białym parasolem.
- Myślałam, że umrę – wyjęłam portfel z plecaka.
- W większości się śmiałem, niż krzyczałem – zaśmiał się.
- Z czego? – spojrzałam na niego.
- Z ciebie – uśmiechnął się.
- Dzięki za wsparcie.
- Chociaż spróbowałaś i trochę pokonałaś strach.
- Pokonałam? Jak wisieliśmy, to myślałam, że zwymiotuję.
Dylan zaśmiał się, a ja zaraz po nim. Nadal podtrzymuję, że to było straszne.
- Po co Ci ten portfel? – kiwnął głową na rzecz w mojej ręce.
- Kupię sobie zapiekankę  - wstałam.
- Ja zapłacę – także wstał.
- Y, nie. Nie zapłacisz – ustałam w kolejce.
Podszedł do mnie i ustał za plecami.
- Dlaczego?
- Bo za mnie nikt nie płaci – odwróciłam się w jego stronę i wzruszyłam ramionami.
- Ktoś musi być pierwszy.
- Nie dzisiaj – odwróciłam się do niego plecami.
- A kiedy? – wychylił się przez moje ramię.
Zaśmiałam się.
- Nigdy – patrzyłam mu w oczy – Poproszę dużą zapiekankę z ketchupem – powiedziałam donośnie w stronę kobiety znajdującej się w wysokiej budce.
- Dla mnie to samo – chłopak wyleciał zza moich pleców.
- Dwa razy to samo proszę – westchnęłam i się zaśmiałam.
Dylan położył pieniądze za swoją zapiekankę razem z moimi. Po kilku minutach dostaliśmy dwie długie zapiekanki. Pięknie pachniały. Wróciliśmy do stolika.
- Więc dlaczego nie mogłem za ciebie zapłacić? – ugryzł zapiekankę.
- Nie lubię – oblizałam kapiący ketchup.
- Jak ktoś próbuje być miły? – uniósł brwi.
- Jak ktoś wydaje na mnie pieniądze. To ja lubię dawać prezenty. Kocham, ale gdy ktoś mi daje, a już w szczególności płaci za mnie to nie mogę tego przeżyć.
- Jesteś wielką skrzynią tajemnic.
Uśmiechnęłam się. Zjedliśmy zapiekanki w miłej atmosferze. Poszliśmy jeszcze na parę atrakcji. Około godziny dwudziestej pierwszej zaczęliśmy zbierać się do auta.
- Jesteście blisko z Grace, prawda? – patrzyłam w dół.
- Aż tak to widać? – zaśmiał się.
- Myślałam, że jesteście parą – spojrzałam na niego z lekkim zażenowaniem.
- Co? – zaśmiał się. – Naprawdę?
- Tak – skrzywiłam się z lekkim uśmiechem.
- I kiedy zrozumiałaś, że nie?
- Gdy ją o was zapytałam – w głowie miałam ochotę uderzyć się w twarz.
- Żartujesz? – nadal się śmiał.
- Chciałabym.
Doszliśmy do samochodu. Otworzył mi drzwi i szybko zajął miejsce obok mnie. Odpalił silnik i odjechaliśmy.
- Więc myślałaś, że ja i Grace jesteśmy parą? – patrzył rozbawiony na drogę.
- Tak.
- I myślałaś, że spotkałbym się z tobą będąc z kimś w związku i jeszcze wiózłbym tą osobę w dniu spotkania z nami samochodem? – spojrzał na mnie.
- Chyba tak – zaśmiałam się ze swojej głupoty.
- Za szybko łączysz ze sobą chyba fakty – zmienił bieg i włączył radio.
- Będę nad tym pracować – ustawiłam klimatyzację w swoją stronę.
- Gorąco Ci?
- Trochę. Jest prawie trzydzieści stopni. Więc jest mi jednak bardzo gorąco.
Chłopak podkręcił klimatyzację i spytał czy teraz jest dobrze. Podziękowałam mu i zaczęłam poprawiać wygląd w lusterku. Byłam dość porządnie roztrzepana, ale na szczęście się nie rozmazałam. Sprawdziłam godzinę w telefonie i była już dwudziesta pierwsza oraz czy mama nie dzwoniła.
- Pogoda ostatnio jest naprawdę okropna – chłopak odezwał się po chwili ciszy,
- Tak. Nie da się wysiedzieć. Rozumiem dwadzieścia pięć stopni, ale codziennie ponad trzydzieści? Ani żyć, ani umierać się nie chce – skrzyżowałam ręce.
Zaśmiał się i chwilę na mnie popatrzył.
- Wiesz, wy kobiety możecie założyć przewiewną sukienkę czy spódniczkę lub jakieś krótkie spodenki. My mamy gorzej bo raczej nie wypada nam takich rzeczy zakładać.
- Wy nie musicie chociaż przez tydzień chodzić z podpaskami w majtkach – powiedziałam stanowczo, ale po chwili zrobiło mi się głupio, że tak wprost o tym palnęłam.
Chłopak spojrzał się na mnie bez słowa i wrócił wzrokiem z powrotem na drogę. Dlaczego ja to w ogóle powiedziałam? Czasem powinnam naprawdę najpierw chwilę chociaż pomyśleć i przeanalizować to co chcę powiedzieć. Zrobiło mi się głupio i próbowałam odwrócić głowę w prawą stronę najbardziej jak się da.
- No – przeciągnął swoją wypowiedź i zaśmiał się.
- Nie wiem dlaczego to powiedziałam – spojrzałam na niego i pokręciłam głową jednocześnie z uśmiechem i zamkniętymi oczami.
- Przecież nic się nie stało – śmiał się – Zaraz będziemy.
Spojrzałam przed siebie i zaczynałam rozpoznawać okolicę. Byliśmy prawie obok domu Daniela. Minęła chwila i staliśmy już pod moim domem. Wyszłam szybko z auta i zamknęłam za sobą drzwi. Dylan zrobił to samo i otworzył mi furtkę. Podziękowałam i przeszłam obok niego. Zamiast wrócić do auta, wszedł razem ze mną po schodach i odprowadził mnie aż do drzwi, co było bardzo miłe.
- To dziękuję za miły dzień – uśmiechnęłam się, stojąc przed drzwiami.
- Ja też dziękuję i mam nadzieję, że uda nam się to kiedyś powtórzyć.
Staliśmy naprzeciwko siebie. Nagle drzwi za mną się otworzyły. Szybko się odwróciłam.
- Daniel?

Komentarze