Rozdział 3.
Wszystko powoli stawało się wyraźne. W momencie się ocknęłam
i zobaczyłam leżącą Camilę na jezdni.
- Camila – słyszałam powtarzający się głos Daniela.
Podbiegłam do nich i zaczęłam głaskać Cami.
Z czarnego samochodu wybiegł mężczyzna w wieku blisko
czterdziestu lat. Miał na sobie elegancki garnitur.
- Matko Święta, przepraszam – zaczął mówić panicznie. –
wyskoczył tak nagle i ledwo go zauważyłem.
Cały czas głaskałam Camilę. Była przytomna ale nie chciała
się ruszyć.
- Trzeba było wolniej jechać – Daniel burknął pod nosem.
Spojrzałam na niego piorunującym wzrokiem.
- Rozumiem, to moja wina, że jej nie upilnowałam – tłumaczę
się zdenerwowana.
- Cami, wstań. No dalej mała – zaczęłam szeptać.
- Zbiorę ją do weterynarza – mężczyzna otworzył tylne drzwi
samochodu.
Zerknęliśmy na siebie z Danielem i wzrokowo się ze sobą
zgodziliśmy, że to dobry pomysł. Daniel wraz z mężczyzną włożyli Camilę do auta.
Daniel usiadł z przodu, a ja z tyłu. Jechaliśmy około dziesięciu minut.
- Muszę szybko wstąpić jeszcze do
domu. Muszę szybko dostarczyć coś żonie i od razu jedziemy. Weterynarz jest
pięć minut drogi od mojego domu. Bardzo dobry w swoim zawodzie, ufam mu
najbardziej – mężczyzna tłumaczył nam to wszystko bardzo szybko.
Jechał także bardzo szybko. Musiał
bardzo się przejąć Camilą. Po chwili dojechaliśmy do olbrzymiej posiadłości w
spokojnej okolicy. Podjechaliśmy pod sam dom. Był bardzo nowocześnie
podbudowany. Ściany i inne elementy były w kolorach beżu, brązu i wyblakłego
granatu. Drogę do domu po obu stronach zdobiły niewielkie, zielone tuje. Już po
samochodzie mogłam się domyśleć, że mężczyzna jest bogaty. Zawsze marzyłam o
BMW, tyle, że on ma czarne a ja marzę o matowym bordowym.
- Za dwie minuty jestem – wysiadł z
auta i pobiegł do domu.
Za chwilę wyszedł z niego młody
chłopak. Doszedł do samochodu i otworzył bagażnik. Obserwowałam go w lusterku.
- Jak się trzyma? – głos Daniela
wyrwał mnie z zamyślenia.
- Kto? – zapytałam lekko zagubiona.
- No Camila – chłopak wskazał ręką
na suczkę leżącą obok mnie.
- A, no tak, przepraszam.
Zamyśliłam się.
- Widzę właśnie – chłopak
zmarszczył brwi i przypatrywał mi się.
Oboje widzieliśmy jak mężczyzna
rozmawia z tym chłopakiem na schodach. Tłumaczył mu coś bardzo szybko. Podczas
tego, chłopak spojrzał na samochód i potakiwał głową. Wszedł do domu, a
mężczyzna wrócił do auta. Szybko ruszył i po chwili byliśmy już na miejscu.
Zabronił nam wyjmować Cami z auta, co nas zdziwiło. Patrzyliśmy się na siebie
pytającym wzrokiem i czekaliśmy. Za moment z budynku wyszedł młody mężczyzna w
białym kitlu. Dwoje młodych ludzi wyszło za nim z mini noszami. Otworzyli drzwi
i położyli Camilę na deskę. Oboje wyszliśmy z samochodu i weszliśmy za lekarzem
do środka. Czekaliśmy we trójkę na zewnątrz. Cała się trzęsłam, co Daniel od
razu zauważył. Objął mnie i głaskał bo nodze. Po niespełna piętnastu minutach
lekarz zaprosił nas do środka.
- Tak więc, zrobiłem prześwietlenie
i nie ma żadnych złamań. – młody mężczyzna w okularach patrzył w komputer z
prześwietleniem.
Odetchnęłam z ulgą.
- No więc, czemu nie chciała się
ruszyć? – Daniel zapytał delikatnie przybliżając się do weterynarza.
- Jest lekko potłuczona i
przestraszona – mężczyzna zerka na nas. – Podałem kroplówkę i zastrzyk. Można
już ją zabrać do domu. Niech dużo leży. Jak zacznie sama chodzić to znak, że
już jej lepiej.
- Dziękuję Panu bardzo – uśmiecham
się. – Ile płacę? – odgarniam pasmo włosów za ucho.
- Oj nie nie, ja ponoszę wszystkie
koszty – mężczyzna, który uderzył Cami wyjmuje portfel.
Zapłacił i pożegnał się z lekarzem
uściskiem dłoni dziękując mu. Odwiózł nas do mojego domu i powiedział, abym
informowała go o stanie Camili. Dostałam jego wizytówkę. Wyczytałam z niej, że
jest prawnikiem. Podziękowałam mu i po ponownych przeprosinach powiedziałam, że
wszystko jest dobrze. Najważniejsze jest to, że nic jej nie jest. Mężczyzna
odjechał, a my wnieśliśmy Camilę do domu.
- Co się stało? – mama wyszła z
salonu i popatrzyła z przerażeniem na psa na rękach Daniela.
- Chodziliśmy w parku i straciliśmy
ją z oczu. Biegliśmy ale zdążyła wejść pod samochód – tłumaczę zdejmując buty.
- Jezu nic jej nie jest? – kobieta
podeszła do psa i zaczęła ją głaskać.
- Ten mężczyzna był bardzo
przejęty, zabrał nas do weterynarza i zapłacił.
Weszliśmy wszyscy do salonu, a
Daniel położył ją na jej legowisko. Po wytłumaczeniu wszystkiego mamie, razem z
Danielem poszliśmy do mnie. On usiadł na łóżko, a ja przy biurku. Położyłam
głowę na blacie i wzięłam głęboki oddech. Chłopak podszedł do mnie i przytulił
mnie mocno. Po chwili zaproponował film.
- Horror czy romansidło? – patrzy w
monitor.
- Horror.
Gdy szukał jakiegoś filmu, ja
zaczęłam mu się przyglądać. W sumie to się nie dziwię czemu zawsze dziewczyny
się za nim oglądały. Jest przystojny i uroczy. Bardzo lubię jego średniej
długości mocno czarne włosy. Kiedyś ciągle go za nie ciągnęłam, a on krzyczał
na mnie i parę minut je układał. Ile bym dała żeby zobaczyć go chociaż
rozmawiającego z dziewczyną. Niekontrolowanie zaczęłam się uśmiechać podczas
patrzenia na niego.
- Ale piękny uśmiech – wyrwałam się
z zapatrzenia i zaśmiałam się.
- Jaki masz film? – usiadłam na
łóżku obok niego.
- Umm, Obecność 1 albo 2, co
wolisz? – zerknął na mnie.
- Pierwszą część już oglądałam więc
dwójka.
Ułożyliśmy wygodnie poduszki i
zaczęliśmy oglądać. Po ponad godzinie Daniel wrócił do domu, a ja poszłam spać.
Weekend dobiegł końca. Został tydzień szkoły i koniec. Po trzynastu latach
nauki, wreszcie koniec. Najgorsze jest to, że nie wiem co będę robić dalej.
Większość moich znajomych wie co chcą robić i wiedzą na jakie uczelnie iść. A
ja? Nawet nie wiem czy zaliczyłam egzaminy, na filmie do projektu wyszłam jak
totalna idiotka a w dodatku jestem leniwa. Jestem we wszystkim beznadziejna.
Jedyne co mi wyszło w życiu to przyjaźń z Danielem.
W środę obudziłam się po szóstej.
Zazwyczaj wstaję o siódmej, więc miałam trochę czasu dla siebie. Wzięłam kąpiel
i odrobinę się zrelaksowałam. Usiadłam przy toaletce przed lustrem i zaczęłam
się czesać. Kocham to robić, więc zbyt dużo czasu miało wpływ na efekt końcowy.
Po obu stronach zrobiłam nieduże dobieranie warkocze. Z tyłu upięłam koka, w
którym wyglądałam jakbym nie czesała się parę dni, a na koniec wpięłam sobie
malutkie białe kwiatki z tyłu. Wyjęłam białą, zwiewną sukienkę na ramiączka. Do
tego dobrałam białe trampki jak to ja. Mam szafę pełną ubrań i butów, a zawsze
wybieram białe conversy, bo uważam, że do wszystkiego pasują. Kocham ubrania i
buty, lubię ładnie wyglądać. Pomalowałam rzęsy, a usta podkreśliłam matowym,
ciemnym różem. Książki są mi już niepotrzebne, więc wzięłam tą samą co zwykle
czarną skórzaną torbę z frędzlami.
Zeszłam do kuchni na śniadanie bo miałam jeszcze trochę czasu. Zrobiłam
dwa tosty i posmarowałam je nutellą. Podczas jedzenia do kuchni weszła mama.
- Ale pięknie wyglądasz dzisiaj –
ustała przede mną i mierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu. – No cudownie –
przytuliła mnie.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się.
- Ale mam piękną córkę – mruczała
pod nosem robiąc sobie herbatę.
- Jak Cami?
- Nadal leży, ale zaczęła chodzić
się załatwiać bo do wczoraj musiałam jej podstawić torebkę bo gdy próbowała
wstać to od razu skomlała – kobieta odwróciła się do mnie krzyżując ręce na
piersi.
Uważam, że mam piękną mamę. Kocham
ją bardzo mocno i jesteśmy bardzo zżyte. Poszłam do Camili i chwilę ją
przytulałam.
- Daniel już jest – usłyszałam głos
z kuchni.
Moja kuchnia jest od strony drogi,
więc zawsze wypatruję Daniela gdy rano jem śniadanie. Cmoknęłam mamę w policzek
i wyszłam.
- Dlaczego nic nie mówisz? –
zdziwiłam się.
- Po prostu wyglądasz ślicznie i
nie wiedziałem co powiedzieć przez chwilę – Daniel poprawił włosy i uniósł
brwi.
- Ojej, dziękuję – zrobiłam maślane
oczy.
- Co masz we włosach? – delikatnie
przekręcił moją głowę.
- A, doczepiłam takie malutkie
kwiatki, co kiedyś sobie kupiłam – dotknęłam włosów.
- Ale masz w ogóle ładną fryzurę.
- Dzięki – uśmiechnęłam się.
- Mówiłem Ci, że masz do tego
talent.
- Wcale nie – zaprzeczam.
- Twoja mama ma włosy jakby
chodziła do najdroższych salonów na farbowanie, a to ty jej tak farbujesz i mi
się naprawdę podoba ten kolor i to jak ładnie jej je farbujesz – rozmawiamy
podczas drogi do szkoły. – Może właśnie zamiast iść na uczelnię, powinnaś iść
na jakieś szkolenie z fryzjerstwa. Da się z tego wyżyć jeśli dobrze się to robi
– tłumaczy mi.
- To raczej nie dla mnie –
pokręciłam głową.
- W ogóle sprawdziłem tego faceta z
niedzieli. Gość ma naprawdę dobre opinie i jest jednym z najbardziej znanych
prawników w mieście. – pokazuje mi jego stronę w telefonie.
- Muszę dać mu znać, że Camila już
zaczyna chodzić. Masz tą wizytówkę przy sobie? Od razu napiszę mu wiadomość. –
wyjęłam telefon.
Daniel podał mi numer i od razu
wysłałam wiadomość. Gdy doszliśmy do szkoły byłam świadkiem zabawnej sytuacji.
Przed wejściem do budynku do Daniela podeszła jedna z najbardziej popularnych
dziewczyn w szkole. Zaczęła mówić mu jaki to on jest przystojny i chciała jego
numer. A on, spojrzał na mnie, potem na nią i powiedział krótkie „nie, dzięki”.
Powstrzymywałam śmiech i dumnie poszliśmy do klasy.
- Jezu co to było, Daniel –
zaczęłam się śmiać.
- Sztuczna i plastikowa jak lalka,
nie dzięki – uśmiechnął się, a ja śmiałam się coraz mocniej.
Podeszliśmy do szafek.
- Nie chciałem już mówić, że ma
szminkę na ustach – otwierał szafkę zerkając na mnie i czekał na moją reakcję.
Zaczęłam się śmiać jeszcze
bardziej. Jej przyjaciółki śmiały się za jej plecami z tego jak zakończył się
jej podbój. Lekcje minęły szybko, może dlatego, że już nic nie robimy. Gdy
zadzwonił ostatni dzwonek, udaliśmy się do szafek zabrać swoje rzeczy, ponieważ
jutro będą je wynosić do pomalowania. Zauważyłam, że od rana cały czas ktoś się
na mnie patrzy.
- Daniel, czemu wszyscy się tak
dzisiaj na mnie patrzą? Jestem brudna czy coś mi wystaje? – pytam zdziwiona i
delikatnie przerażona.
- Patrzą bo ślicznie wyglądasz. Mam
najpiękniejszą przyjaciółkę na świecie – chłopak zaczął szybko podnosić brwi i
puknął mnie w ramię.
- Weź, przestań – zarumieniłam się.
Po drodze wstąpiliśmy do knajpy i
wzięliśmy po shake’u. Ja wzięłam truskawkowy, czyli mój ulubiony, a Daniel
śmietankowy. Poszliśmy do mnie, ponieważ Daniel chciał odwiedzić Camilę.
- Dzień dobry – chłopak krzyknął w
progu.
- O, hej Daniel. Zostaniesz na
obiad? Właśnie odlewam ziemniaki – usłyszeliśmy zza ściany.
Chłopak zajrzał szybko do kuchni z
uśmiechem i zapytał co będzie.
- Kurczak, ziemniaki i gotowana
marchewka.
- Z wielką przyjemnością bo robi
pani najlepszego kurczaka na świecie.
Słuchałam tego z salonu, który był
obok. Za chwilę dołączył do mnie Daniel i oboje siedzieliśmy przy Camili.
- Odpisał Ci coś ten facet? –
Daniel podniósł głowę i zerknął na mnie.
- Nie.
- Chodźcie – usłyszeliśmy moją mamę
i Daniel, aż pobiegł do kuchni. Na stole stały trzy talerze zapełnione
jedzeniem.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
Daniel jak zawsze zjadł dwie dokładki. Nie rozumiem, że on tyle je a ma lepsze
nogi ode mnie. Też dużo jem ale to nie fair.
- Prawda, że Susan dzisiaj pięknie
wygląda? – odzywa się moja mama.
Wywracam oczami i biorę kolejny kawałek
mięsa.
- O tak, aż nie wiedziałem co
powiedzieć – Daniel uśmiecha się do kobiety.
- Smakowało?
- O tak, to było niesamowite.
Dziękuję bardzo i powoli będę się zbierał, bo tata wrócił i może coś mi
przywiózł – chłopak wstał od stołu i się zaśmiał.
- Daleko był teraz? – mama wstała i
zaczęła sprzątać ze stołu.
- Nie, ale wozi teraz jakieś soczki
i ma więcej dostaw.
- Pozdrów go – kobieta uśmiecha się
i żegna z chłopakiem.
Stojąc
w przedpokoju i czekając, aż Daniel założy buty, ktoś zadzwonił do drzwi.
Otworzyłam szybko, a przede mną ukazał się chłopak, którego widziałam parę dni
temu na posesji tamtego mężczyzny. W ręku trzymał dużą torbę ze sklepu
zoologicznego. Spojrzeliśmy się na siebie, a ja nie mogłam wydusić z siebie
żadnego słowa.
Komentarze
Prześlij komentarz