Rozdział 6.


Spojrzałam w lewą stronę i zobaczyłam chłopaka, o którym wczoraj często myślałam. Stał ubrany w szarą bluzę i uśmiechał się do mnie.
- Nie mogę tego przyjąć – pokręciłam głową – To wszystko – spojrzałam na sprzedawcę i podałam bon.
- Nalegam – chłopak szerzej się uśmiechnął.
- Naprawdę dziękuję – przymrużyłam oczy i odwzajemniłam uśmiech.
- Proszę napisać imię pieska – sprzedawca podsunął mi kwadratową kartkę i długopis.
Zapisałam imię Camili, a mężczyzna zabrał legowisko i poszedł nakleić literki. Oboje staliśmy w ciszy. Zaczęłam sprawdzać telefon z nerwów.
- Masz bardzo dobry gust – usłyszałam patrząc w ekran telefonu.
- Dziękuję – spojrzałam w jego stronę.
- Dlaczego nie pozwoliłaś mi zapłacić?
- Wystarczy mi to co kupiłam.
- Ale to chyba nie dla ciebie? – uśmiechnął się.
- Nie, oczywiście, że nie – zaśmiałam się.
- No to skąd wiesz, że wystarczy? – ponownie się uśmiechnął, pokazując przy tym rząd prostych zębów.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Po prostu nie chciałam, aby ktoś obcy płacił za moje zakupy. Stałam bez słowa, a on miał minę jakby porozmawiał z jakąś dzikuską. Nie odważyłam się już na odezwanie, chociaż bardzo chciałam to zrobić. Ale co miałam powiedzieć? „Pomóc Ci w wyborze karmy?”. Żałosne. Ponownie zaczęłam sprawdzać telefon i przy okazji napisałam Danielowi wiadomość, że właśnie przeżywam najbardziej żałosną sytuację w moim życiu. Gdy kończyłam pisać wiadomość, mężczyzna wrócił z legowiskiem, na którym było już naklejone bardzo ładnie imię „Camila”. Podał mi je, a ja ledwo zdołałam je unieść. Podziękowałam i wyszłam ze sklepu. Na zewnątrz przed budynkiem stała niewielka ławka. Położyłam na niej zakupioną rzecz i schowałam telefon oraz wszystkie rzeczy, które mogą mi przeszkadzać w niesieniu legowiska do plecaka. Podniosłam je i dobrze ułożyłam w rękach. Ledwo cokolwiek widziałam, ale zaczęłam iść patrząc dokładnie pod nogi. Mijałam ludzi, którzy dziwnie czasem na mnie spoglądali. Po dojściu na przystanek okazało się, że następny autobus będzie za ponad godzinę. Głośno westchnęłam i postanowiłam iść na piechotę. Z moim tempem w obecnej sytuacji dojdę za około właśnie godzinę. Za chwilę zatrzymał się przy mnie znany mi samochód. Z miejsca kierowcy wysiadł chłopak ze sklepu.
- Podwieźć Cię? – oparł się ręką o otwarte drzwi.
Rozejrzałam się dookoła i nikogo w pobliżu nie było.
- Nie, dziękuję. Poradzę sobie – uśmiechnęłam się i lekko podskoczyłam podrzucając legowisko do góry, które powoli zaczęło mi się wysuwać z rąk.
- Widzę – podszedł do mnie i zabrał mi biało-szarą rzecz.
Spojrzałam na niego zdziwiona i stałam nie wiedząc co zrobić.
- Wsiadaj, naprawdę nie ma problemu – dopowiedział.
Otworzył tylne drzwi auta i włożył rzecz do środka. Gdy to robił, uważnie go obserwowałam. Miał na sobie wąskie, czarne jeansy. Białą koszulkę w połowie zasłaniała jasnoszara, cienka bluza. Włosy miał zaczesane do góry i były one w lekkim nieładzie, co było urocze. Przyłapałam się na obserwowaniu go od góry do dołu, co mnie aż zażenowało. Otworzył drzwi od strony pasażera i czekał, aż zajmę miejsce. Z lekkim uśmiechem przeszłam obok niego i wsiadłam. Szybko zajął miejsce obok mnie i ruszył.
- Więc jeszcze raz zapytam. Dlaczego nie pozwoliłaś mi zapłacić? – zmienił bieg i zerknął na mnie.
- Nie lubię, gdy ktoś za mnie płaci – patrzyłam na drogę.
- Czyli jesteś jakby samowystarczalna?
- Tak. Prędzej ja zapłacę za chłopaka na randce niż pozwolę jemu, czy nawet na połowę.
- Tak? – spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
Odwróciłam głowę w stronę drzwi i zamknęłam mocno oczy z zażenowania swoją osobą. Miałam ochotę uderzyć głową o szybę.
- Jak ma na imię twój pies? – ciągnął dalej rozmowę.
- Camila – uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Jaka rasa? – zerknął na mnie unosząc brew, co zauważyłam.
- Husky.
- Ja mam – przerwałam mu, kichając.
- Na zdrowie – uśmiechnął się, patrząc przed siebie.
- Dziękuję. Przerwałam Ci.
- Golden Retriever.
- O, jaki kolor? – uwielbiam tą rasę.
- Jasnozłoty – patrzyłam na niego uważnie.
- Bardzo ładna rasa.
- A twój jaki ma kolor?
- Biały jak śnieg - zerknęłam za okno na piękny budynek.
- Pewnie uroczo wyglądałaby w śniegu.
- Kto? – odwróciłam się.
- No twój pies – powiedział przez śmiech.
Ponownie poczułam zażenowanie sobą.
- A, no tak. Zamyśliłam się – uśmiechnęłam się – No i jeszcze raz przy okazji dziękuję za prezent od taty. Camila jest zadowolona z zabawek.
- Nie ma za co. Lepiej z nią?
- Tak, tak – poczułam wibracje w plecaku.
Wyjęłam telefon i zobaczyłam wiadomość od Daniela.
„Co się stało?”
- Chłopak?
- Nie – schowałam telefon.
- Pewnie tęskni – zbliżaliśmy się do mojego domu.
- Kto? Daniel? – zmarszczyłam brwi.
- Jeśli tak ma na imię chłopak z przedpokoju i kawiarni to tak.
- Jesteśmy przyjaciółmi – uśmiechnęłam się i zgarnęłam kosmyk włosów za ucho.
Zatrzymaliśmy się pod moim domem. Wyszłam bez słowa z samochodu i otworzyłam tylne drzwi, aby wyjąć legowisko. Zamknęłam drzwi i podeszłam do drzwi z przodu. Chłopak siedział w aucie i odsunął szybę z mojej strony.
- Dziękuję za podwiezienie – rzuciłam mu uśmiech i skierowałam się w stronę furtki.
- Jestem Dylan – chłopak krzyknął z auta i wychylał się.
Wróciłam się i zajrzałam do środka.
- Susan – znowu się uśmiechnęłam.
Chłopak kiwnął głową delikatnie unosząc prawy kącik ust. Pomachałam mu i weszłam za bramę. Wchodziłam po schodach, a czarny matowy samochód w tym samym czasie odjechał. Odwróciłam się i już go nie było. Weszłam do domu. Odłożyłam rzecz na podłogę i zaczęłam zdejmować buty. Kucnęłam i przypominałam sobie całą rozmowę. Zaczęłam się niekontrolowanie uśmiechać. Wzięłam legowisko i weszłam do salonu. Od razu przywitała mnie Camila. Zaczęłam ją głaskać i przytulać. Położyłam na miejscu starego, zniszczonego legowiska nowe. Poprawiłam kocyk w środku. Poklepałam środek legowiska i czekałam, aż Camila się położy. Zauważyłam mamę, która stała za mną i przyglądała mi się opierając się o ścianę. Camila ostrożnie weszła na legowisko i położyła się. Mama podeszła do mnie i kucnęła przy mnie.
- Ale piękne – kobieta dotykała legowiska – Ten napis jaki śliczny – przejechała po nim ręką.
- Były jeszcze trzy poduszki do zestawu ale nie miałam więcej, a były dość drogie – wstałam.
Poszłam do kuchni i nalałam do szklanki wodę. Cały czas przyłapywałam się na uśmiechaniu. Za chwilę przyszła mama i kończyła rozpakowywać zakupy. Musiała niedawno wrócić. Odstawiłam szklankę, zdjęłam kurtkę wraz z plecakiem i pomogłam jej. Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę o legowisku i sklepie.
- A co ty się tak uśmiechasz? – kobieta chowała mleko do lodówki.
Wyjmowałam owoce z siatek i patrząc w dół nadal się uśmiechałam.
- A tak jakoś – wzruszyłam ramionami i przeszłam jak najszybciej obok kobiety do koszyczka stojącego na blacie.
- Ej ej – złapała mnie za ramię i ustała przede mną – Gadaj – skrzyżowała ręce na piersi.
- No nic no – wzięłam ostatnie produkty z blatu.
- A może ma to związek z kierowcą czarnego BMW – usiadła przy stole, a ja czułam jej wzrok na sobie.
Wywróciłam oczami i odwróciłam się w jej stronę. Patrzyła na mnie tym swoim wzrokiem, po którym zawsze muszę wszystko wygadać.
- A jednak – uniosła brwi i podparła brodę rękami.
Usiadłam naprzeciwko niej.
- Tylko mnie podwiózł – oparłam się o krzesło.
- To ten sam co był tutaj ostatnio?
- Tak – uśmiechnęłam się.
- Uuu, widzę, że ktoś się zauroczył – kobieta z zadziornym uśmieszkiem przybliżyła się do mnie.
- Nie – wstałam, złapałam kurtkę z plecakiem i poszłam do pokoju.
- Oj nie bądź taka – usłyszałam idąc po schodach i jeszcze bardziej się uśmiechnęłam.
Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Zakryłam twarz poduszką. Odetchnęłam i wzięłam telefon. Nie odpisałam Danielowi. Zapytałam czy może rozmawiać i czekałam na odpowiedź. Po chwili telefon zaczął dzwonić, a na ekranie wyświetliło mi się zdjęcie Daniela w różowej chustce. Zrobiłam mu je, gdy przegrał zakład o głupotę i musiał chodzić tak cały dzień po mieście. Od razu odebrałam.
- Halo? – doszedł do mnie znajomy głos.
- Hej – uśmiechnęłam się sama do siebie – Co u ciebie? Jak pierwszy dzień? – usiadłam przy toaletce.
- Jest fajnie. Oprowadzali nas po tym zamczysku i pokazywali wstępnie co będę robić – nie mogłam nacieszyć się jego głosem.
- Wiesz już ile to będzie trwać? – rozczesywałam włosy.
- Trzy – uśmiech zszedł mi z twarzy chociaż nie powinien bo to jego szczęście.
Nie odzywałam się przez chwilę.
- Jesteś tam?
- Tak.
- Może opowiesz o najbardziej żałosnej sytuacji w twoim życiu? – czułam, że się uśmiechał.
Przez chwilę nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Opowiedzieć o sklepie? O podwózce? Tylko o jednym? O obu czy może przemilczeć?
- Nieważne.
- Na pewno? – wróciłam na łóżko, a w jego głosie wyczułam zmartwienie.
- Tak, opowiem Ci gdy wrócisz – lekko się uśmiechnęłam i położyłam – Gdzie jesteś? – słyszałam śmiech w tle.
- Słuchaj muszę kończyć. Odezwę się później – powiedział szybko.
- Okej, pa – zrobiło mi się przykro, że tak mnie zmył.
Nie dałam mu szansy się pożegnać i od razu się rozłączyłam. Było po godzinie piętnastej. Nie było obiadu więc postanowiłam sama coś ugotować. Wzięłam telefon do ręki i zeszłam na dół.
- Mamo – krzyknęłam.
- Co tam? – wychyliła się z salonu.
Podeszłam do niej.
- Co ty na to żebyśmy coś razem ugotowały?
Kobieta wychyliła głowę zza gazety.
- Dobrze – uśmiechnęła się – A na co masz ochotę?
- Myślałam, że może wyjmiemy tą twoją grubą książkę kucharską? – spojrzałam na Camilę, która leżała w nowym legowisku i przymrużała oczy do snu.
- To przynieś ją, a ja zrobię miejsce w kuchni.
Szybko poszłam do regału z książkami i wyciągnęłam najgrubszą książkę na półce. Wróciłam do kuchni, a mama już kończyła wycierać blat.
- To co robimy? – spytałam.
- Może wylosujmy – podeszła do mnie.
Otworzyłam książkę na wylosowanej stronie.
- Co powiesz na zapiekane naleśniki z drobiowym nadzieniem? – spojrzałam na nią z apetytem.
- Brzmi pysznie. Dawaj – machnęła ręką.
- A mamy filety?
- Tak się składa, że kupiłam na jutro ale co tam. Bierzemy – zaśmiała się.
Widać było, że cieszyła się z faktu, że zrobimy coś razem i spędzimy razem czas. Zaczęłyśmy robić danie.
- Pokrój filety w kostkę – kobieta wskazała na deskę do krojenia przy ścianie – Ja zrobię naleśniki – mieszała ciasto w różowej misce.
Zaczęłam kroić, a następnie oprószyłam solą i pieprzem. Włączyłyśmy muzykę i przy okazji pośpiewałyśmy i potańczyłyśmy.
- Gdzie sos? – otwierałam wszystkie szuflady po kolei.
- Obok lodówki – kobieta właśnie podrzucała kolejnego naleśnika.
Szybko się z tym uporałyśmy. Minęło niecałe dwadzieścia minut i danie było już w piekarniku. Dołączyła do nas Camila. Biegała po kuchni i tylko wąchała wszystko dookoła. W salonie włączyłyśmy film i tam się zajadałyśmy, dając ciągle kawałek Cami. Rozmawiałyśmy o babskich sprawach. Dużo się śmiałyśmy. Obiad wyszedł pyszny. Na koniec zagrałyśmy w „prawda czy wyzwanie”. Czas zleciał szybko i była już prawie dziesiąta. Gdy sprzątałyśmy ze stołu i po naszej zabawie, oczywiście musiałam zbić szklankę.
- Na szczęście – rodzicielka kiwnęła głową do góry z szerokim uśmiechem – Nie czekaj na mnie jutro.
- Dlaczego? – spojrzałam na nią ze zdziwieniem wychylając się z kuchni.
- Idę z Mary pochodzić po biurach. Może znajdzie się coś dla nas – zmiata szkło z podłogi w salonie.
- Mamo, to świetnie – wyszłam do niej żywym krokiem.
Nawet nie zdążyłam porozmawiać o tym z Danielem.
- Ale co was tak nagle wzięło? – skrzyżowałam ręce.
- Wzięłam sobie do siebie to co powiedziałaś. Spotkałam dzisiaj Mary w sklepie i porozmawiałyśmy o tym i także stwierdziła, że to dobry.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę – przytuliłam ją.
Około godzinę jeszcze spędziłyśmy w kuchni i rozeszłyśmy się po pokojach. Camila pobiegła za mną. Nalałam wody do wanny i posiedziałam w niej ponad godzinę. Zapomniałam przed myciem zmyć makijażu. Po wyjściu z wody wskoczyłam w moją niebieską piżamę i zmyłam makijaż. Cieszę się, że nie muszę używać pudru ani fluidu. Wiąże się to z mniejszą ilością zużytych wacików. Parę lat temu moja cera była w fatalnym stanie. Ciągle nakładałam tonę fluidu. Miałam dużo pryszczy i starałam się je jak najlepiej ukrywać. Wyglądałam okropnie ale wzięłam się za siebie i poszłam do lekarza. Po dwóch latach zwalczyłam trądzik i teraz dbam o cerę. Zero fluidów, pudrów i korektorów. Codziennie zmywam makijaż, myję twarz dwa razy dziennie i piję dużo wody. Doprowadziłam twarz do takiego stanu, że nie są mi już potrzebne żadne maskujące rzeczy. Nie chciało mi się w sumie spać więc włączyłam sobie cztery filmy przez co poszłam spać przed szóstą rano. Wcześniej wypuściłam z pokoju Camilę, aby mama ją wypuściła na dwór. Zasypiając, usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości ale nie miałam już siły jej czytać. Miałam dziwne sny. Ostatni śnił mi się tata. Obudziłam się zapłakana, ale po chwili ponownie zasnęłam. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam szynko oczy i założyłam mój ukochany, czarny satynowy szlafrok z koronką. Założyłam także czarne kapcie z puszkiem i zbiegłam na dół. Po drodze przelotnie spojrzałam na zegarek, który pokazywał prawie godzinę dwunastą. Przed otwarciem drzwi zerknęłam w lustro wiszące na ścianie. Przeraziłam się tego jak wyglądam i byłam mocno zaspałam, że ledwo widziałam na oczy. Złapałam szybko za klamkę.
- Hej – moim oczom ukazał się Dylan.
Otworzyłam szeroko oczy . Jego widok zadziałał na mnie jak napój energetyzujący.
- Hej – poprawiłam szlafrok.
- Nie chciałem Cię obudzić – odezwał się speszony.
- Nic się nie stało. Zazwyczaj nie sypiam do dwunastej – zaśmiałam się razem z nim – Proszę, wejdź – zrobiłam przejście.
- Nie będzie problemu?
- Nie – uśmiechnęłam się.
Chłopak wszedł do środka. Miał na sobie czarne jeansy, czerwona koszulkę i czarną, skórzaną kurtkę. Zaprosiłam go do salonu.
- Nie zdejmuj butów – machnęłam ręką.
- Nie no, białe kafelki do czegoś zobowiązują – zaśmiał się i zdjął obuwie.
 Gdy przekroczył próg pokoju, Camila od razu do niego podbiegła. Chłopak schylił się i zaczął ją głaskać.
- Ty musisz być Camila – uśmiechał się do niej, a ja próbowałam ukryć swój uśmiech.
- Napijesz się czegoś? – wskazałam ręką kuchnię.
- Nie dziękuję. W zasadzie przyjechałem aby coś Ci dać – wstał i poszedł w stronę drzwi.
Minął mnie, a ja stałam nie wiedząc o co chodzi. Usłyszałam, że wychodzi z domu. Podeszłam do Cami i chwilę ją pogłaskałam. Za chwilę chłopak stał z powrotem w salonie. Miał w ręku białą torbę na prezent. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Proszę – wyciągnął rękę z torebką.
Zajrzałam do środka i od razu uśmiech wkradł mi się na twarz. Wyjęłam ze środka wielką, białą kokardę.
- Nie wierzę – oglądałam rzecz.
Chłopak patrzył się na mnie, a Camila siedziała prawie między nami i patrzyła na nas z dołu. Wyjęłam dwie kolejne znajome mi poduszki z torby i usiadłam na kanapie. Zawiązałam szlafrok, który do tej pory tylko przytrzymywałam rękami. Chłopak w skórzanej kurtce głaskał psa i zerkał na mnie.
- Mówiłam, że tego nie potrzebuję – wstałam i zbliżyłam się do chłopaka.
- Ty tego nie potrzebujesz. Może damy jej zdecydować? – wskazał na Cami i położył jej do legowiska trzy piękne poduszki.
Camila szybko tam podeszła i od razu zaczęła je sobie po swojemu układać. Po chwili już leżała jak zwinięty kłębek pośród poduszek.
- Chyba jest za – uśmiechnął się uroczo i spojrzeliśmy sobie w oczy.
Niestety ciągle gdzieś z tyłu głowy pamiętałam o tamtej blondynce, co odpychało mnie od niego.
- W ogóle przepraszam za mój wygląd – dotknęłam włosów i próbowałam nad nimi zapanować.
- Nic nie szkodzi. To twój dom i mogłem przyjść później. Poza tym wyglądasz uroczo – wyjął jedną rękę z kieszeni i wskazał na mnie, a mi zrobiło się ciepło – Co to? – zbliżył się do mnie bardzo blisko i wyjął z moich włosów białe piórko.
- A, to. Miałam wczoraj z mamą zawody na pierze z poduszki – tłumaczyłam się.
Zobaczyłam jego minę, która mówiła, że nie rozumie.
- Nieważne – zaśmiałam się.
- Susan! – do pokoju wbiegł Daniel i patrzył na nas zszokowany.

Komentarze