Rozdział 5.


Wróciliśmy do klas odebrać nagrody i inne dyplomy za nasze osiągnięcia. Daniel całą drogę oglądał małą nagrodę, którą dostał. Była to ręka trzymająca kamerę. Pożegnaliśmy się ze znajomymi i opuściliśmy klasę. Mijałam ostatni raz moją szafkę, ławkę na korytarzu, na której zazwyczaj przesiadywałam. Uśmiechałam się do nauczycieli, których darzyłam sympatią, a tych wrednych omijałam bez słowa. Machałam osobom, z którymi czasem rozmawiałam i wyszłam przed budynek. Obok bramy zobaczyłam mamę, która zaczęła do mnie biec na swoich szpilkach, co wyglądało odrobinę komicznie. Mocno mnie przytuliła i zaczęła gratulować prawie płacząc. Daniel był tulony przez swoich rodziców i staliśmy gratulując sobie wszyscy nawzajem dłuższą chwilę.
- No to zapraszam na kawę – mama uśmiechnęła się.
- A skończymy na wódeczce, bo mój – pan Nixon wskazał na Daniela – dostał nagrodę i szansę – mężczyzna wykrzyczał.
Zaczęliśmy się śmiać i spojrzeliśmy na siebie z Danielem porozumiewawczo.
- Dobra to my z Susan idziemy – odezwał się chłopak.
- Co? Jak to? – mama Daniela posmutniała.
- Nie będziecie z nami świętować waszych sukcesów? – moja mama zmarszczyła brwi.
- Dołączymy do was potem – schowałam dyplom do torebki.
- Tylko nie rozwalcie domu – dopowiedział Daniel.
Pożegnaliśmy się i czekaliśmy, aż rodzice odjadą. Postanowiliśmy z Danielem, że przejdziemy się do nowej kawiarni niedaleko szkoły. Opuszczając teren szkoły mieliśmy na sobie jeszcze nasze piękne niebieskie stroje oraz czapki na głowach. Żartowaliśmy i rozmawialiśmy w drodze do kawiarni. W pewnym momencie w oddali zauważyłam znaną mi postać. Był to chłopak, który przyniósł mi prezent dla Camili. Siedział na ławce obok dużego drzewa po drugiej stronie ulicy. Patrzył w dół, więc chyba mnie nie widział. Przyglądałam mu się chwilę.
- Coś się stało? – Daniel przerwał swoją długą wypowiedź, której przestałam w pewnym momencie słuchać.
Ocknęłam się.
- Co? Nie, zapatrzyłam się – uśmiechnęłam się z przymusu.
Daniel odwrócił się i rozejrzał dokładnie.
- To znowu tamten koleś – chłopak kiwnął głową w jego stronę.
Także znowu się odwróciłam i spojrzałam na chłopaka. Urwałam temat i poszliśmy dalej. Jest mi trochę przykro bo chyba chciałam, żeby mnie zauważył. Resztę drogi rozmawialiśmy o przyszłości Daniela. Gdy byliśmy już na miejscu, zaczekaliśmy przed wejściem, ponieważ było zbyt tłoczno w środku. Byłam pod ogromnym wrażeniem wyglądu budynku, ponieważ był on w kształcie dwóch połączonych ze sobą serc. Najlepiej zobaczyć to od góry, co ja z Danielem zrobiliśmy w Internecie. Od dołu ściany wyłożone są białymi kamieniami, które idą ku górze nierównomiernie i z każdym stopniem jest ich coraz mniej. Resztę ściany za to, pokrywa odcień pudrowego różu, co wygląda naprawdę uroczo. Kawiarnia nazywa się „Sweetness & Love”. Okna są okrągłe oraz różnej wielkości. Na zewnątrz znajduje się taras, na którym rozstawione są stoliki i urocze parasolki w różnych kolorach. Gdy weszliśmy do środka uderzyła w nas duża ilość różu z elementami bieli. W środku było dużo białych stolików przykrytych różowymi obrusami, na którym stały średniej wielkości, przezroczyste wazony z białymi liliami. W rogu znajdował się bar oraz kasa. Zauważyłam, że niektórzy klienci siedzą na parapetach. Były one pokryte białymi kocami. W niektórych miejscach wisiały hamaki do siedzenia. Ściany były koloru jasnego różu. Na nich widniały lustra oraz różne napisy. Wybraliśmy miejsce z hamakiem, ponieważ Daniel od razu zobaczył, że chcę na tym usiąść. Zawsze bałam się, że coś takiego się pode mną zarwie. Daniel usiadł na krześle z białą poduszką, a ja wybrałam hamak znajdujący się obok niego. Na stoliku znajdowała się karta menu w kształcie serca, która leżała na środku stolika obok kwiatów. Chłopak zaczął przeglądać kartki, a ja nadal rozglądałam się po wnętrzu. Nie mogłam się napatrzeć, wyglądało to pięknie ale nie było, aż tak przesłodzone mimo dużej ilości różu i serc. Jest to typowa kawiarnia dla zakochanych. Pracownicy mieli na sobie biały strój, a na nim biały fartuch z kolorowymi serduszkami oraz różowe czapki. Rozpływałam się na ich widok.
- Nie jest tutaj tak drogo. Myślałem, że będzie gorzej – chłopak położył menu przede mną i poprawił czapkę na głowie.
Wtedy zorientowaliśmy się, że nadal jesteśmy w to ubrani. Mieliśmy zdjąć te stroje w drodze do kawiarni. Zaczęliśmy się śmiać i od razu zdjęliśmy czapki. Ustaliliśmy, że najpierw ja pójdę się z tego wydostać, ponieważ nie chciałam robić tego przy ludziach. Daniel został i pilnował naszych rzeczy. Znalazłam znaczek na ścianie informujący o toaletach. Gdy złapałam za klamkę drzwi nie chciały się otworzyć. Dopiero wtedy zauważyłam kartkę, która informuje, że toaleta jest jeszcze nieczynna. Postanowiłam zdjąć strój w wąskim korytarzu, gdzie znajdują się łazienki. Zaczęłam wygrzebywać się z niebieskiego materiału i przez moment ktoś mi się przyglądał ale nie zdążyłam zauważyć kto to był. Gdy uporałam się z tym, wróciłam do stolika.
- Nie wchodź do łazienki bo jeszcze nieczynna. Zdjęłam to na korytarzu – składałam ubranie.
- Okej – chłopak wstał i poszedł.
Obok naszego stolika na ścianie wisiało lustro więc zaczęłam się w nim przeglądać i poprawiać sukienkę oraz włosy. Nagle w odbiciu zobaczyłam chłopaka, którego widziałam niedawno na ławce. Lekko się przestraszyłam i od razu odwróciłam. Przyglądał mi się z uśmiechem. Odwzajemniłam to i przywitałam się. Chłopak od razu do mnie podszedł.
- Co zamawiasz? – kiwnął w stronę menu leżącego przede mną.
- A jeszcze nie wiem – usiadłam i wzięłam do ręki kawałek tekturki.
- Naleśnik z bitą śmietaną, owocami i polewą truskawkową, kawa numer dwa lub pięć, a na deser szarlotka z lodami – powiedział, patrząc na menu w moich rękach.
Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam na niego z lekkim zdziwieniem.
- Byłem tu już i to najlepszy wybór – dokończył i delikatnie się uśmiechnął.
- Mam nadzieję, że się nie roztyję bo zapewne zjem to wszystko – powiedziałam patrząc w kartę.
Chłopak zaśmiał się i spojrzeliśmy na siebie. Gdy chciałam się przedstawić, podeszła do niego piękna dziewczyna z długimi nogami. Chłopak zapytał ją czy już odebrała zamówienie, a gdy potaknęła, życzył mi smacznego i odszedł razem z nią. Uśmiech od razu zszedł mi z twarzy. W tym samym momencie obok usiadł Daniel.
- To znowu tamten – kiwnął w jego stronę
- Tak – uniosłam delikatnie kąciki ust.
Było mi przykro z jakiegoś powodu. Nie robiłam sobie nadziei co do niego ale od pierwszego słowa rozmowa nam się klei i to wszystko rozmazało się w moich oczach w chwili, gdy podeszła do nas ta dziewczyna.
- Co się stało? – chłopak przybliżył się do mnie i patrzył na mnie przejęty.
- Ładna, prawda? – zerknęłam na niego z uśmiechem, przez który przenikała przykrość.
- No na pewno nie w porównaniu z tobą – chłopak wziął menu. – O czym rozmawialiście?
- Proponował mi co mam sobie zamówić – wzruszyłam ramionami – Właśnie, idę zamówić – postanowiłam skończyć temat i udać, że sytuacja nie miała miejsca.
- Weź mi gofra bąbelkowego z bitą śmietaną, kiwi i truskawkami.
- A do picia?
- To co ty – kiwnął głową.
Podeszłam do lady i czekałam w kolejce na swoją kolej, próbując nie myśleć o tamtej dziewczynie.
- Proszę – usłyszałam niski ton głosu.
- Dzień dobry, poproszę gofra bąbelkowego z kiwi i truskawkami, naleśnika z owocami, bitą śmietaną – spojrzałam na menu przyklejone do blatu i szukałam szybko napojów. Patrzyłam na kawy. W pierwszej kolejności automatycznie spojrzałam na numer dwa i pięć – może nich mi pan doradzi między dwójką a piątką jeśli chodzi o kawę.
Mężczyzna zaczął przyglądać się ulotce obok siebie.
- Wie pani, co zaskoczę panią i podam najlepszą jaką mamy – starszy mężczyzna w różowej czapce uśmiechnął się serdecznie, a mi zrobiło się cieplej na sercu.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się – poproszę więc dwa razy kawę – mężczyzna zapisał na kartce zamówienie – Po zamówienie mam podejść potem? – zapytałam przed odejściem.
- Nie, kelner poda zamówienie do stolika. Jaki numerek?
Spojrzałam przerażona na mężczyznę, ponieważ nie wiedziałam o co chodzi.
- Numer stolika – dokończył.
- Numer? Przepraszam jestem tu pierwszy raz – zaczerwieniłam się i speszyłam.
- Numer stolika jest na wstążce przy wazonie – miły pan z uśmiechem wszystko mi wytłumaczył – Gdzie pani siedzi?
Wskazałam nasz stolik.
- Numer sześć. Dziękuję i smacznego – mężczyzna kiwnął głową do dołu i zaczął przyjmować kolejne zamówienia.
Wróciłam z uśmiechem do Daniela.
- Co ty taka czerwona jesteś i czemu się tak uśmiechasz? Spotkałaś Justina Biebera przy kasie? – zaśmiał się.
Wytłumaczyłam mu wszystko po kolei, a gdy skończyłam zamówienie już do nas szło. Niski mężczyzna około trzydziestu lat szedł do nas z ogromną tacą. Zaczął podawać nam jedzenie.
- Gofr z owocami? – spojrzał na nas z talerzem w ręku.
- To dla mnie – Daniel lekko uniósł dłoń.
- Proszę, a dla pani naleśnik – kładzie talerz przede mną.
- Zgadza się.
- I najlepsza latte na tym kontynencie – uśmiechnął się i podał nam dwa talerzyki z dość dużymi filiżankami.
Ja dostałam różowy zestaw, a Daniel biały. Jednak zauważyłam, że na mojej kawie jest wzorek. Spojrzałam na kelnera pytającym wzrokiem.
- Anonimowy prezent – mężczyzna się uśmiechnął – Życzę smacznego – odszedł.
Spojrzałam na Daniela i powstrzymywałam śmiech.
- Od kogo to może być? – chłopak przybliżył się do mnie.
- Nie mam pojęcia – wzruszyłam ramionami.
Dostałam kawę z pięknym sercem. Zrobiłam zdjęcie aby pokazać mamie i zachęcić ją do przyjścia tutaj. Zaczęliśmy jeść i od pierwszego kęsa umierałam z zachwytu. Porcje były naprawdę duże, a kawa przepyszna. Było mi bardzo szkoda niszczyć takiego dzieła.
- Może to od tego pana od zamówienia – Daniel uniósł brwi.
- Możliwe.
Też podejrzewam tego miłego pana. Zjedliśmy szybko nasze porcje i wypiliśmy kawę. Rozmawialiśmy o zakończeniu roku, oglądaliśmy dyplomy i nagrodę Daniela. Czas zleciał nam naprawdę szybko. Zapłaciliśmy rachunek i wyszliśmy z kawiarni. Nie mieliśmy już innych planów, więc postanowiliśmy wrócić do domu. W międzyczasie Daniel dostał wiadomość od mamy, aby kupił orzeszki i chipsy, która zrobiła przy tym masę błędów.
- Ja nie wiem czy zastaniemy ten dom w całości – odezwał się i pokręcił głową.
- Ja też.
Poszliśmy szybkim krokiem do sklepu. Daniel poszedł po orzeszki a ja chipsy, dzięki czemu szybciej wyszliśmy ze sklepu. Stojąc w kolejce chłopak lekko szturchnął mnie w ramię. Nie wiedziałam o co chodzi, więc zaczęłam się rozglądać. Za mną stała dziewczyna z kawiarni, z którą wyszedł tamten chłopak. Lekko się wzdrygnęłam i udawałam, że nic się nie dzieje. Szybko zapłaciliśmy i wyszliśmy.
- Zaczekaj, nie wiem gdzie mam telefon – zatrzymałam się i zaczęłam grzebać w małej torebce.
- Nie zostawiłaś w kawiarni? – chłopak wziął ode mnie niebieski materiał.
- Mam nadzieję, że nie – szybko ustałam na jednej nodze na szpilce i próbowałam sobie jakoś pomóc – Mam.
Gdy zabierałam od chłopaka swój strój, dziewczyna z kawiarni wyszła ze sklepu i wsiadła do czarnego auta. Nawet nie wiem, czy to nie to samo auto co mężczyzny, który uderzył w Camilę. Dziewczyna miała na sobie krótkie jeansowe spodenki i czarną koszulkę na ramiączka. Jej długie nogi widoczne były z daleka. Miała blond włosy do ramion i prosto obciętą grzywkę. Szliśmy w stronę mojego domu i przechodziliśmy obok tego auta. Nie ruszali dłuższą chwilę i byłam pewna, że był w nim tamten chłopak. Jednak za chwilę czarny wóz nas minął. Daniel na szczęście nie poruszył tego tematu. Po około dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Bylibyśmy pewnie wcześniej ale byłam w dość wysokich szpilkach i w połowie drogi zaczęłam narzekać na ból. Weszliśmy do domu, a od progu przywitały nas śmiechy i grająca muzyka. Spojrzeliśmy tylko na siebie i z głębokim wdechem weszliśmy dalej. Zastaliśmy dwójkę ludzi siedzących na kanapie i jedną osobę leżącą obok psa, był to tata Daniela, co od razu go załamało i aż przymknął oczy. Na stole za dywanem porozwalane były szklanki i jedzenie, a picie było wszędzie rozlane.
- Hej – powiedziałam niepewnie.
- O moja córka wróciła – rodzicielka krzyknęła i wyrzuciła ręce do góry.
- I mój syn – mama Daniela zrobiła to samo, a jego tata nie mógł wstać z podłogi.
Podaliśmy im zakupy i podeszliśmy do Camili, która już normalnie chodziła, ale nie skakała jeszcze jak szalona. Opowiedzieliśmy o kawiarni i bardzo ją wychwaliliśmy. Byli bardzo pijani. Moja mama dostała aż czkawki, a ja nie mogłam uspokoić się przez śmiech. Posiedzieliśmy z nimi do końca imprezy. Niestety nie udało się odstawić rodziców Daniela do domu, ponieważ po godzinie trzeciej nad ranem, zastaliśmy całą trójkę chrapiącą na podłodze i kanapie, a z nimi Camilę. Po cichu zaczęliśmy się śmiać i poszliśmy do mnie. Poszłam przebrać się do łazienki w piżamę. Miałam do wyboru niebieską dwuczęściową w chmurki i zieloną jednoczęściową w owce. Wybrałam niebieską, która składała się z krótkich spodenek i bluzki na ramiączka. Wróciłam do pokoju, wzięłam kosmetyczkę i usiadłam na łóżku. Na przeciwko mnie usiadł Daniel. Zaczęłam zmywać makijaż.
- Podoba Ci się, co? – chłopak bawiąc się poduszką zerknął na mnie.
- Kto? – przecierałam oko wacikiem.
- No ten chłopak od karmy dla psa.
- Nie – od razu zaprzeczyłam.
- Przecież widzę, że tak i po co kłamiesz – rzucił we mnie poduszką.
- A to ważne? – wstałam i odłożyłam kosmetyki. Weszłam do łazienki i przemyłam twarz wodą – Ma już kogoś, więc pozwól, że będę dalej szukać sobie miłości – spojrzałam na chłopaka w lustrze.
- Okej – wyczytałam z ruchu jego ust – Ale ona nie była wcale ładniejsza od ciebie.
Zaśmiałam się i wróciłam na łóżko.
- Naprawdę chcesz iść na te praktyki filmowania? – oparłam się o miękkie, białe oparcie łóżka.
- Pewnie – zrobił to samo – Muszę jeszcze się dowiedzieć kiedy mogę zacząć i te sprawy.
- Ile to może trwać? – obróciłam się w jego stronę.
- A bo ja wiem. Dwa? Trzy lata?
Posmutniałam ale nie chciałam tego pokazywać.
- A co? Boisz się, że będziemy się rzadko widzieć? – szturchnął mnie w ramię i uśmiechnął.
- Troszkę – uśmiechnęłam się.
- Nadal będę tu mieszkać więc spokojnie bąbelku – położył mi się na kolanach.
- Nie bąbelku, proszę. – prawie zaskomlałam.
- Zawsze będziesz moim bąbelkiem i cicho bądź – udawał oburzonego.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy i zasnęliśmy. Wstaliśmy po dziesiątej, a gdy zeszliśmy na dół, oni nadal chrapali i przerzucali się na drugi bok. Postanowiliśmy zrobić duże śniadanie dla wszystkich. Daniel usmażył parę kiełbasek, a ja zrobiłam jajecznicę z bekonem. Zawołaliśmy cicho Camilę, która podczas maszerowania do nas, przeszła dosłownie po tacie Daniela. Zaczęliśmy się śmiać, a on tylko zachrapał mocniej. Gdy kończyliśmy robić posiłek, do kuchni weszli rodzice, którzy wyglądali jakby imprezowali parę nocy z rzędu.
- Co tak pachnie? – pani Nixon zaspana poprawiała rozczochrane włosy.
- Siadajcie – odparłam i wskazałam zastawiony stół.
Podaliśmy im kawę i wodę. Zjedli wszystko jak małe dzieci, a Camili nasypałam karmy, którą dostałam, a potem rzuciłam gryzaka.
- Pyszne – mama powiedziała z pełną buzią.
- Przepyszne – pan Nixon kończył jeść drugą kiełbaskę.
- Kto robił jajecznicę? – mama Daniela wskazała na swój talerz.
- Ja – Daniel wtrącił się, a ja zmierzyłam go wzrokiem – Nie no, Susan.
- Brawo – odparła kobieta.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że dobrze się wczoraj bawiliście – uśmiechnęłam się szeroko.
***
Minęło parę dni od zakończenia roku. Leżąc w łóżku przypomniało mi się o bonie od tamtego pana. Postanowiłam więc przejść się do sklepu i wybrać coś mojej perełce. Daniel wczoraj pojechał na trzydniowe dni otwarte do szkoły filmowej. To kompletnie na samym końcu miasta i to po drugiej stronie, więc wynajął mały pokoik w hotelu, aby nie latać w to i z powrotem. Szybko wskoczyłam w szare jeansy, do tego założyłam zwykłą czarną koszulkę i czarną skórkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Czasami denerwuje mnie fakt, że są zawsze idealnie proste. Tusz do rzęs, delikatna, różowa szminka i czarne buty za kostkę. Było po jedenastej. Mama wyszła na zakupy, więc szybko zabrałam mały czarny plecak, bon i wyszłam z domu zostawiając Camilę samą. Jest grzeczna więc nie obawiałam się, że narobi szkód czy załatwi się na dywan. Zawsze czeka, aż wypuszczę ja na zewnątrz. Wsiadłam do odpowiedniego autobusu i udałam się do sklepu. Był ogromny i pierwszy raz go widziałam. W środku było mnóstwo zwierzątek od chomików do węży. Zauważyłam nawet kilka szczeniaków w małych żłobkach. Musiałam oczywiście do nich podejść i je pogłaskać. Były koloru białego i maślanego. Były po prostu przecudowne. Pochodziłam po całym sklepie i z każdą kolejną półką ceny coraz bardziej mnie odstraszały. Znalazłam legowiska i zaczęłam każde dokładnie oglądać. Obok znajdowała się kasa, więc nie musiałam daleko szukać pomocy.
- Pomóc pani w wyborze? – usłyszałam za sobą delikatny, męski głos.
Odwróciłam się.
- W sumie to tak. Szukam legowiska do stu czterdziestu dolarów – spojrzałam na długą półkę na ścianie.
- Suczka czy piesek? – mężczyzna miło zapytał i podszedł do ściany.
- Suczka – podeszłam za nim.
- Więc te ponure kolory nam odpadają raczej. Jakie kolory pani preferuje?
- Jasne. Róż, biel, może szary – podrapałam się po szyi.
- Z tych kolorów szczerze pani powiem, mamy największy wybór – uśmiechnął się do mnie i zaczął pokazywać różne siedziska.
- Jakiej rasy piesek?
- Husky. Dość duży.
- No to wybór nam się zmniejsza, ale to nic bo na pewno coś pani znajdzie – mężczyzna w zielonej koszulce polo zdejmować duże legowiska i pozwalał mi ich dotknąć.
- A to na samej górze w rogu? – wskazałam palcem biało-szare legowisko.
Mężczyzna sięgnął po nie i zaczął je pokazywać.
- Bardzo dobry ma pani gust widzę – uśmiechnął się.
Legowisko było bardzo duże. Dominował kolor jasnego szarego ale nie brakowało także bieli. Wyglądało bardzo uroczo i ładnie. W środku był biały koc, po bokach i z tyłu było wyższe oparcie, przez co Camila będzie mogła się oprzeć. Było z przyjemnego materiału. Od zewnątrz jest szare, a w środku białe.
- Tutaj na dole przy tym jakby progu, bo widzi pani, że piesek musi jednak trochę  wyżej podnieś łapę, aby tu wejść, jest miejsce gdzie można nakleić imię.
- O, na pewno ładnie by to wyglądało.
- Wycinamy białe litery ze skórzanego materiału i solidnie doklejamy, że nie będzie w stanie ich oderwać.
- To ja poproszę to legowisko – pokiwałam głową.
- Tak? To proszę za mną.
Podeszłam do kasy i wyjęłam pieniądze.
- Zaproponuję jeszcze Pani poduszki do zestawu – mężczyzna wyjął zza lady trzy piękne poduszki.
Jedna była w kształcę kokardy i była sporawa, biała i skórzana, a na środku w zwężeniu owinięta była szarym materiałem z kryształkiem. Druga była okrągła, szara z białymi kropkami i niewielka, a trzecia była kwadratowa, cała biała z tego samego materiału co legowisko w kolorze białym. Oczy zaświeciły mi się na ich widok, ale wiedziałam, że nie stać mnie na nie, ponieważ widziałam, że za legowisko idealnie starczy wartość wypisana w bonie, a poduszki także do tanich nie należały.
- Są przepiękne, ale dziękuję – z bólem odmówiłam i lekko się uśmiechnęłam.
- Ja za to zapłacę – usłyszałam znajomy głos i nogi się pode mną ugięły.



Komentarze