Rozdział 4.
- Um, hej – usłyszałam ciche słowa od chłopaka stojącego
przede mną.
Szybko się ogarnęłam i szeroko uśmiechnęłam.
- Hej – odpowiedziałam żywiołowo.
- Tata prosił, żebym Ci to dał w rekompensacie za ten wypadek
z psem – chłopak wyciąga rękę z torebką przed siebie, uśmiechając się przy tym
bardzo uroczo.
- Dziękuję bardzo – wzięłam od niego torebkę.
Podczas przekazywania jej, dotknęliśmy się delikatnie dłońmi,
a ja dostałam od razu gęsiej skórki. Speszyłam się, co zauważyłam także u
niego. Miał takie piękne, brązowe oczy. Światło odbijało się w nich, co
sprawiało wrażenie jakby oczy mu świeciły. Był o mniej więcej pół głowy wyższy
ode mnie. Gdy się uśmiechnął, nie widziałam nic poza nim w tamtej chwili. Był
tak uroczy, że nie wiedziałam co powiedzieć. W tym samym momencie podszedł do
mnie Daniel z dość zniesmaczoną miną.
- Dzień dobry – powiedział lekko nastawiony do chłopaka w
progu.
- Cześć – chłopak kiwnął głową i popatrzył znowu na mnie.
Nastała chwila ciszy. Oboje patrzyliśmy na siebie z uśmiechem
na twarzy. Jednak za moment otrzeźwiałam.
- Nie trzeba było – zajrzałam do środka i zauważyłam od razu
parę gryzaków i dużo różnej karmy.
- Właśnie – Daniel dopowiedział to patrząc na niego bardzo
chamsko.
- Daniel – zmierzyłam go w momencie wzrokiem.
- To może ja już pójdę – chłopak delikatnie wycofał się.
- Dobry pomysł – Daniel skrzyżował ręce na piersi i czekał,
aż tamten wyjdzie.
Ostro spojrzałam na Daniela i miałam ochotę go uderzyć.
- Jeszcze raz dziękuję – uśmiechnęłam się szeroko.
- Miłego dnia – puścił do mnie oczko i słodko się uśmiechnął,
po czym odwrócił się i zszedł po schodach.
Nic mu nie odpowiedziałam, bo byłam tak nim zauroczona, że
zabrakło mi po prostu języka w buzi. Zamknęłam drzwi i od razu zmierzyłam
Daniela wzrokiem.
- No co? – chłopak otworzył szeroko oczy i wzruszył
ramionami.
- Jak to co? Byłeś strasznie niemiły – zmarszczyłam brwi.
- Podlizuchy z nich.
- Może po prostu spotkałeś na tym świecie pierwszy raz kogoś
kto jest miły – rzuciłam mu sarkastyczny uśmiech.
- Nie denerwuj się na mnie. Spodobał Ci się i już będziesz go
bronić – chłopak otworzył drzwi i wyszedł.
- Daniel przestań no – zdążyłam krzyknąć i drzwi się
zamknęły.
To nieprawda, że bronię tamtego chłopaka. Uważam, że Daniel
bez powodu był niemiły i opryskliwy wobec niego, a on tylko przyszedł przekazać
mi tą torebkę. Wiem, że Daniel mnie chroni jak młodszą siostrę i patrzy z góry
na każdego chłopaka, który zamieni ze mną więcej niż dwa słowa. Jestem mu za to
wdzięczna i na pewno nie chcę się z nim o to kłócić. Zrobiło mi się trochę
przykro, że Daniel tak zareagował w stosunku do mnie bez żadnego powodu.
Wzięłam torbę i poszłam do kuchni. Usiadłam przy stole i złapałam się za włosy.
- Co się stało? Nie chciałam wychodzić i się mieszać. Kto
przyszedł? – kobieta w niebieskim kombinezonie na krótki rękaw wycierała ręce
ścierką.
- Przyszedł syn tego faceta, który potrącił Camilę – kobieta
podeszła do stołu – Przekazał mi torebkę od niego i był bardzo miły – mama
zaczęła wyjmować rzeczy z torby – I nagle Daniel się odezwał i był wobec niego
bardzo niemiły, rzucał teksty typu „idź już” i tak dalej i patrzył nawet na
niego niemiło – wzięłam głęboki oddech.
- To bardzo miłe ze strony tego faceta, patrz ile nakupił –
kobieta dalej wyjmowała rzeczy dla Camili z torebki.
- No właśnie i gdy już poszedł to Daniel miał problem, że mam
coś do niego bo był niemiły i że tamten mi się spodobał to go już bronię –
tłumaczę szybko i niezrozumiale.
- A spodobał Ci się? – mama uniosła brew i uśmiechnęła się.
- Tak – uśmiech wkradł mi się na twarz i czułam jak pieką
mnie policzki.
- Ah, to teraz żałuję, że nie wyjrzałam przez okno –
rodzicielka zaśmiała się, a ja razem z nią.
- Ale to już nie chodzi o to. Chodzi mi o to, że po prostu
był niemiły dla niego, a on tylko to przecież przyniósł – zrobiłam kwaśną minę
i czekałam na pomoc ze strony kobiety.
- Przyjaźnicie się od dziecka, więc może poczuł się
zagrożony, że przestaniecie się przyjaźnić gdy kogoś bliżej poznasz.
- Przecież tak nie będzie.
Kobieta złapała mnie za rękę.
- Kochanie, skoro tak uważasz i jesteś tego pewna to idź mu
to powiedz i się pogódźcie. Nie warto się kłócić o takie rzeczy – mama
uśmiechnęła się i pogłaskała mnie po dłoni.
Ma rację. Muszę mu to od razu wyjaśnić i przeprosić, że tak
na niego naskoczyłam. Wstałam z krzesła, założyłam pierwsze lepsze buty, które
nie wymagają dłuższego zakładania i wybiegłam z domu. Szłam szybkim krokiem w
stronę domu Daniela. Na rogu zderzyłam się z kimś. To był on.
- Przepraszam – chłopak od razu się odezwał, miał smutne
oczy.
- Ja też przepraszam – uniosłam delikatnie kąciki ust – Ale
dlaczego tak zareagowałeś? – popatrzyłam na niego z przechyloną głową.
- Sam nie wiem – patrzył w dół.
- Pamiętaj, że nikt nigdy nie stanie między nami. Zawsze
wybiorę Ciebie.
Chłopak spojrzał się na mnie i mocno przytulił. Odwzajemniłam
to i staliśmy tak jakąś chwilę. Jesteśmy już tak ze sobą zżyci, że nawet
przepraszać idziemy się w tym samym momencie. Po paru minutach się rozeszliśmy.
Wróciłam do domu, powiedziałam mamie, że już wszystko jest dobrze, na co ona
odparła „jak dzieci”. Przejrzałam to co dostałam od tamtego mężczyzny. Znalazło
się parę różnych piłek różnej wielkości, dużo karmy w każdej postaci, dwa
gryzaki, dużo kości i jedzenia do trenowania zębów, a także bon o wartości stu
czterdziestu dolarów w konkretnym sklepie zoologicznym. Oczy powiększyły mi się
tak bardzo, jakby miały zaraz wypaść.
- Mamo widziałaś to? – pokazuje kobiecie kawałek tekturki.
- Jezus Maria – tak samo otworzyła szeroko oczy i patrzyła na
to chwilę czasu.
- Może powinnam to zwrócić?
- Tak zrób. To za dużo, bardzo za dużo – rodzicielka usiadła
obok Cami i zaczęła podkładać jej piłkę pod pyszczek.
Wyjęłam telefon i od razu zadzwoniłam do mężczyzny. Po kilku
sygnałach odberał.
- Tak, słucham? – usłyszałam znajomy głos.
- Dzień dobry, mówi Susan Davis. Właśnie oglądam prezent od
pana i chciałam bardzo podziękować w imieniu moim, mamy oraz Camili – siadam na
kanapę obok psa i mamy.
- Nie ma za co. Chciałem ostatni raz jakoś się odkupić u pani
i Camili, że tak powiem.
- Tak, prezent jest super ale chciałabym oddać panu bon –
zerkam na mamę.
- A dlaczego? – mężczyzna zniża ton głosu.
- To zbyt wiele, zadowolimy się tym co mamy – mama potakuje
kiwając głową.
- Nie, nie, nie. Nie przyjmuję zwrotu. Niech pani leci jak
najszybciej do tego sklepu i wybierze coś dla niej – mężczyzna dosadnie mi
tłumaczy.
- Naprawdę ciężko jest mi to przyjąć. To duże pieniądze –
spoglądam na dłoń i przyglądam się moim paznokciom.
- Życie stworzenia nigdy nie dorówna jakimś papierkom, więc
proszę to przyjąć, bo będzie mi strasznie przykro.
Przez chwilę nie wiedziałam co powiedzieć. Musiałam to chwilę
przemyśleć.
- No dobrze, bardzo panu dziękuję – uśmiecham się i zerkam na
Camilę.
- To ja dziękuję i życzę udanych zakupów – mężczyzna zaśmiał
się do słuchawki.
- Do widzenia i miłego dnia .
- Również miłego dnia – rozłączyłam się.
Mama spojrzała na mnie mrocznym spojrzeniem.
- No co? – pokręciłam szybko głową – Powiedział, że nie
przyjmie odmowy – rzuciłam telefonem o łóżko i poszłam po szklankę soku.
- Co masz zamiar jej kupić za takie pieniądze? – usłyszałam z
kuchni.
- Legowisko na pewno – wróciłam do salonu – Te ma już
zniszczone i pogryzione. W ogóle zobaczę co to za sklep, bo nigdy o nim nie
słyszałam.
Poszłam do pokoju po laptopa i włączyłam go przy mamie.
- Pożyczyłabyś mi potem laptopa, bo mój się zawiesił, a muszę
skończyć logo dla firmy na jutro.
- Tak, ale ja uważam, że przez tą pracę ty i pani Nixon marnujecie
się w domu.
- E tam, przestań – kobieta usiadła obok mnie.
- Z waszymi umiejętnościami powinnyście zatrudnić się w
jakiejś dużej i dobrej firmie. Na pewno by was przyjęli.
- Aj tam weź. I gdzie by nas przyjęli. Mamy swoich klientów,
cały czas ktoś dzwoni i jakoś dajemy radę.
- Ale powinnaś wychodzić wreszcie do ludzi. Jako grafik
zarobisz na pewno więcej w jakiejś firmie niż w domu od pojedynczych osób –
wpisuję nazwę sklepu zoologicznego w Internecie.
- Zastanowię się. – na tym rozmowa o pracy się urwała.
Mama i pani Nixon pracują razem ale jednak osobno. Kiedyś
pracowały razem w jakimś biurze, a teraz razem tworzą jakby spółkę. Mam
nadzieję, że w końcu coś ze sobą zrobią. Muszę porozmawiać o tym z Danielem. Znalazłam
stronę internetową z marką tego sklepu. Sklep do najtańszych nie należy i jest
dopiero niecałe sto takich w Ameryce. Pokazałam mamie i się trochę przeraziła.
Zwykła malutka piłka dla psa kosztuje ponad cztery dolary. Ja kupiłam jej dwie
za ponad dolara. Masakra. Potrząsnęłam głową i poszłam do pokoju, zostawiając
mamie laptopa.
W piątek obudziłam się po szóstej. Ze stresu nie mogłam
zmrużyć oka. Co chwilę się budziłam i myślałam o tym, że nie zaliczyłam
egzaminów. Wzięłam szybki prysznic i wybrałam czarną sukienkę z koronką przed
kolano. Wygrzebałam z końca szafy czarne, wiązane szpilki, a do tego dobrałam
małą czarną torebkę na łańcuszku. Wysuszyłam włosy i zrobiłam delikatne fale.
Włosy sięgają mi za połowę pleców, także zajęło mi to chwilkę. Zakończenie roku
zaczynało się o godzinie dziewiątej więc miałam trochę więcej czasu. Jak zawsze
mocno podkreśliłam rzęsy, a na usta nałożyłam czerwoną szminkę. Miałam akurat
czerwony lakier na paznokciach, więc idealnie wszystko pasowało. Było dziś dość
gorąco więc dobrze, że sukienka była na ramiączka z plecami z koronki, bo bym
się mocno dusiła pod tą togą czy jak to się nazywa. Szybko uporałam się ze
szpilkami i zeszłam na dół.
- Susan, jesteś już gotowa? – usłyszałam mamę, która była w
swojej sypialni.
- Tak mamo, za minutę wychodzę. – poprawiałam włosy przed
lustrem w przedpokoju.
Mama szybko wybiegła do mnie i lekko odepchnęła od lustra. Zaczęła
poprawiać szminkę na ustach. Ubrana była w biały, elegancki kombinezon na
ramiączka z długimi nogawkami. Założyła do tego białe szpilki.
- Weź mi zrób jakiegoś ładnego koka – patrzyła w lustro i
poprawiała ubranie.
- Teraz? – uniosłam brwi.
- No tak. Oj zajmie ci to parę minut – zaciągnęła mnie do
łazienki.
Upięłam jej długie, kręcone włosy w eleganckiego koka. Po
ponad pięciu minutach wyszłyśmy z domu. Mama wyjechała samochodem z garażu i
byłyśmy już w drodze do szkoły.
- Ślicznie wyglądasz – kobieta patrzyła w lusterka.
- Tak? A czuję, że brzydko, że przewrócę się gdy będę
odbierać dyplom, jeśli w ogóle go dostanę bo przecież nie wiadomo czy zdałam
egzaminy i czy zaliczyli nam projekt i jeszcze na dodatek…
- Cicho bądź! – krzyknęła – Wyglądasz pięknie, zaliczyłaś
egzaminy i projekt i dostaniesz dyplom, a teraz włącz muzykę i się zrelaksuj –
powiedziała spokojnie ale dosadnie.
Przymknęłam się i zrobiłam jak kazała. Trochę pomogło ale nie
bardzo. Po paru minutach byłyśmy już przed szkołą. Z daleka zobaczyłam już
Daniela i jego rodziców. Wyszłam spokojnie i szłam przed siebie, próbując nie
patrzeć pod nogi. Daniel z daleka już się uśmiechał i przyglądał mi się.
- Hej – nieśmiało się uśmiechnęłam.
- Hej – uśmiechnął się szeroko.
- Dzień dobry państwu – pomachałam rodzicom Daniela.
To samo zrobił Daniel z moją mamą. Wyglądał naprawdę
elegancko i bardzo mi się taki podobał. Zwykle chodzi w ciemnych jeansach z
dziurami, białek koszulce i koszulach. A tym razem widzę innego Daniela. Co
prawda, widziałam go już kiedyś w garniturze ale był młodszy i uważam, że się
wyrobił przez te trzy lata. Ma na sobie garnitur koloru granitowego, co bardzo
mi się podoba. Idealnie na nim leży. Nie ma krawata, a koszula jest rozpięta
pod szyją i delikatnie rozciągnięta na boki. Mam super przyjaciela.
- Susan, jak pięknie wyglądasz – mama Daniela uśmiechnęła się
szeroko.
- Ile ja bym oddał za taką piękną i w dodatku mądrą córkę –
odzywa się tata Daniela.
Uśmiechnęłam się i lekko zarumieniłam. To było bardzo miłe.
- Dzięki tato – Daniel stał z rękami w kieszeniach i zabawnie
zmarszczył czoło.
- Ja mam to szczęście – moja mama przytuliła mnie.
- Czy mądra to się okaże – powiedziałam pod nosem i spuściłam
wzrok.
Nadal myślę o dyplomie. Usłyszeliśmy głos dyrektora przez
duże głośniki z boiska, który prosił uczniów o udanie się do klas po odbiór
naszych pięknych strojów. Wszyscy z boiska i sprzed szkoły zaczęli wchodzić do
szkoły, a rodzice i bliscy udali się do sali gimnastycznej.
- Będę jak najbliżej – mama zacisnęła kciuki i poszła z
rodzicami Daniela do sali.
Uśmiechnęłam się, ale przez uśmiech przechodziła panika i
strach.
- Będzie dobrze – Daniel uśmiechnął się szczerze i poszliśmy
do klasy.
Ubraliśmy się w niebieskie stroje, a na głowy założyliśmy
czapki z frędzelkiem. Po paru minutach byliśmy już przed salą. Wejście do niej
od strony szkoły było inne niż od zewnątrz. My będziemy schodzić długimi
schodami do sali. Przez szybę widziałam wszystko co się tam dzieje. Sala była
ogromna. Wokoło duże trybuny wypełnione ludźmi. Na samym dole w lewym rogu
ustawiona była orkiestra. Na środku stały idealnie ustawione krzesełka
przeznaczone dla nas. Przed nimi stała scena, na której zbierali się
nauczyciele. Przed sceną ustawione zostały także kwiaty w kolorach bieli, różu
i czerwieni. Za minutę wchodziliśmy. Pot zbierał mi się na czole. Wszyscy
wokoło skakali dosłownie w miejscu ze stresu. Nagle usłyszałam krzyk i brawa,
zaczęła grać orkiestra. U każdego na twarzy pojawił się lęk ale i radość.
Niektórzy stali bladzi, a niektórzy czerwoni.
- Gotowa? – Daniel zerknął na mnie z uśmiechem.
- Chyba tak – wzięłam głęboki wdech i zaczęłam iść.
Każdy szedł w parze z kolegą lub koleżanką w idealnym
odstępie od kolejnej pary. Ja szłam z Danielem. Wchodziliśmy jako jedenasta
para. Wszyscy skupiali wzrok na nas. Nie było osoby, która nie patrzyłaby wtedy
w tamtym kierunku. Po chwili byliśmy już na dole. Siedziałam w drugim rzędzie. Zaczęliśmy
składać przysięgę do flagi amerykańskiej. Kilka osób wygłosiło przemowę i
zaczął lecieć hymn. Wszyscy bardzo ładnie śpiewali co dało niesamowity efekt.
Po wszystkich przemowach uczniów, zaczęło się rozdanie świadectw. Wyczytywano
uczniów jakkolwiek, więc nie wiedziałam kiedy przyjdzie moja kolej i czy w
ogóle przyjdzie. Mijały kolejne minuty, ja czekałam.
- Daniel Nixon – usłyszałam i w momencie ścisnęło mnie w
żołądku.
Cieszyłam się bardzo, że Daniel dostał dyplom, ale stres
zjadał mnie coraz bardziej bo zostało mniej niż dziesięć dyplomów, a nie
wyczytano jeszcze naprawdę wielu osób. Daniel uśmiechnął się szeroko i dumnie
poszedł odebrać swój dyplom. Patrzyłam na niego z ogromną dumą. Z kolejną
osobą, dyplomów było coraz mniej. W pewnym momencie zorientowałam się, że
kilkanaście osób, w tym ja, nie odebrało dyplomu, a na stole leżał ostatni
zwinięty papierek z niebieską wstążką. Miałam już łzy w oczach. Gdy dyrektor
zaczął zapowiadać ostatnią osobę, zamarłam.
- Taylor Walker – dotarło wtedy do mnie, że to nie projekt
poszedł źle, tylko moja nauka.
Zrobiło mi się gorąco. Czułam na sobie wzrok mamy, Daniela,
jego rodziców i wszystkich innych. Powstrzymywałam łzy. Daniel popatrzył na
mnie smutnymi oczami. Widziałam, że jego także to ruszyło. Złapał mnie za rękę
i mocno trzymał. Nie docierało do mnie już nic, co jest mówione ze sceny.
- Gratulujemy wszystkim uczniom – krzyknął do mikrofonu
dyrektor, a mi łza spłynęła po policzku – Jednak chciałbym pogratulować jeszcze
jednej osobie, która zasłużyła na oddzielne gratulacje. W imieniu swoim, jak i
całej dyrekcji, chciałbym pogratulować i osobiście wręczyć dyplom osobie, która
zdobyła maksymalną ilość punktów z egzaminu z języka angielskiego na poziomie
rozszerzonym. Gratuluję i zapraszam pannę Susan Davis, która jako jedyna ze
szkoły uzyskała taki wynik.
Czułam się jakbym ogłuchła. Szok w jakim wtedy byłam nie
pozwolił mi na jakikolwiek ruch. Daniel zaczął mną trząsać, a ja nie wiedziałam
co zrobić. Dosłownie wypchnął mnie z krzesła. Szłam z niedowierzaniem, że udało
mi się zdać rozszerzenie na sto procent. Weszłam na scenę, przyjęłam gratulację
i odebrałam dyplom z dołączonym listem pochwalnym. Nie mogłam przestać się
uśmiechać. Wszyscy klaskali, a Daniel zaczął gwizdać. Gdy wzięłam do ręki
rulonik, zmieniłam z dumą stronę frędzla przy czapce. Wróciłam na miejsce, a
Daniel przytulił mnie mocno.
- Proszę jeszcze o chwilę uwagi – dyrektor zabrał ponownie
głos.
Wszyscy zamilkli i uważnie słuchali mężczyzny w okularach.
- Chciałabym zaprosić do mnie dyrektora szkoleń z aktorstwa i
filmowania, pana Adama Lee.
Na scenę wszedł dość młody mężczyzna w szarym garniturze.
- Witam. Zostałem poproszony do obejrzenia projektów, które
składały się z filmów. Przyznam szczerze, że jeden przyciągnął moją uwagę
szczególnie. Technika montowania, efekty i całość jaka została wykonana pchnęła
mnie do myśli, że chcę dać tej osobie dużą szansę. Projekt pana Daniela Nixona
zasłużył na dużą pochwałę i chciałbym zaprosić go na scenę.
Otworzyłam szeroko oczy, nie wspominając o Danielu. Teraz to
on był zszokowany i ja musiałam wypychać go z krzesła. Chłopak wszedł na scenę
i ustał obok mężczyzny.
- Chcę panu osobiście pogratulować i zaprosić pana na staż do
mojej szkoły – mężczyzna odwrócił się i wziął z małej tacy niewielką srebrną
nagrodę – Jeśli się pan zgodzi to zapraszam od września do mnie.
Czekałam z niecierpliwością na jego decyzję. Wiedziałam, że
to dla niego duża szansa, która otworzy mu drzwi do jego przyszłości.
- Oczywiście – Daniel podał rękę mężczyźnie i odebrał
nagrodę.
Wrócił na miejsce z łzami w oczach. Moje oczy też zaszły
łzami, ponieważ byłam z niego ogromnie dumna. Puszczono hymn szkoły.
- Chciałbym powitać klasę maturalną dwa tysiące osiemnaście –
dyrektor zaczął klaskać.
Wszyscy wstali i wyrzucili czapki do góry. Zaczęła grać
muzyka, a ja i Daniel rzuciliśmy się sobie w ramiona. Gratulowaliśmy sobie
nawzajem. Ja nadal nie wierzę, że skończyłam szkołę z wyróżnieniem.
Komentarze
Prześlij komentarz